26 września Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zdecyduje, czy minister transportu nie złamał prawa, podejmując w styczniu tego roku decyzję o wygaśnięciu koncesji na budowę autostrady A1 między Gdańskiem a Toruniem. Koncesjonariuszem na tym odcinku było konsorcjum Gdańsk Transport Company, utworzone przez Skanskę, NDI, Intertoll i Laing Roads. Wczoraj odbyło się pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie.
GTC zaskarżyło decyzję ministra, twierdząc, że do jej podjęcia nie było podstaw prawnych. Co ciekawe, konsorcjum buduje już pierwszy odcinek autostrady, z Gdańska do Grudziądza. Na to rząd się godzi. Resort transportu zakwestionował prawo koncesjonariusza do realizacji kolejnego etapu inwestycji, z Grudziądza do Torunia. - Zarekomenduję rządowi budowę w systemie tradycyjnym, a nie koncesyjnym - zapowiadał jeszcze w marcu 2006 r. minister transportu Jerzy Polaczek. Po wielu analizach prawnych resort wykorzystał art. 58 ustawy o autostradach płatnych, mówiący o tym, że koncesja staje się nieważna w przypadku "niezawarcia umowy koncesyjnej w terminie do sześciu miesięcy od daty udzielenia koncesji".
Resort nie porozumiał się z GTC m.in. co do ceny za 1 km. Konsorcjum wyliczyło ją na 7,4 mln euro. MT obawiało się, że takie koszty zbyt wysoko wywindują opłatę na przejazd. Rząd zdecydował ostatecznie, że inwestorem na odcinku Grudziądz-Toruń będzie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Ta zleciła w sierpniu przygotowanie projektu budowy firmom Transprojekt Gdańsk i Warszawa.
- Kończymy przygotowywanie dokumentów, wkrótce powinniśmy mieć decyzję środowiskową od wojewody kujawsko-pomorskiego. Za kilka tygodni rozpiszemy przetarg na wykonanie autostrady. Liczymy, że budowa rozpocznie się wiosną 2008 r. - informuje Andrzej Maciejewski, rzecznik GDDKiA.
Ewentualne uznanie przez sąd racji GTC może skomplikować proces inwestycyjny. Sąd administracyjny musi m.in. rozstrzygnąć, czy minister mógł podzielić jedną koncesję na dwie części. Gdańskie konsorcjum nie zacznie jednak budowy nowego etapu bez zgody ministra. Dlatego bardziej prawdopodobne jest to, że po wygranej GTC zażąda odszkodowania. Jakiego - tego spółka na razie nie precyzuje.