Każda zmiana kursu dolara wpływa na rynek krajowy dwutorowo. Z jednej strony odbija się to w wynikach spółek, ale z drugiej wpływa także na stopy zwrotu zagranicznych inwestorów lokujących w Polsce swoje pieniądze. Przykładowo zarobek dla krajowego gracza giełdowego, który kupił akcje wchodzące w skład indeksu WIG 1 stycznia 2004 r., wynosiłby obecnie 168 proc. Dla inwestora zza oceanu, dla którego dodatkowym atutem jest umacnianie się złotego względem dolara, stopa zwrotu urosłaby do 264 proc. Różnica niebagatelna. Efekt jest taki, że zachodni kapitał będzie zdecydowanie chętniej płynął na naszą giełdę w sytuacji oczekiwania wzmocnienia krajowej waluty niż jej osłabienia.
Nie można jednak zapominać o wpływie kursu dolara na wyniki firm. Może się to odbywać na wiele sposobów. Na słabnącej amerykańskiej walucie tracą z pewnością eksporterzy, a tych na GPW jest niemało. Można do nich zaliczyć przedsiębiorstwa z różnych branż: od budowlanej po spożywczą. Udział sprzedaży zagranicznej w przychodach waha się od kilku do kilkudziesięciu procent, a spółki-rekordziści eksportują niemal całą produkcję. Istnieje jednak również druga strona medalu. Ze względu na położenie geograficzne Polski większość firm rozlicza się w euro, a amerykańska waluta pozostaje raczej w mniejszości.
Na GPW są jednak również i takie spółki, dla których wzmocnienie złotówki względem dolara oznacza korzyści. Przykład? Część firm odzieżowych, których produkcja odbywa się na Dalekim Wschodzie, wydaje USD, a zarabia złotówki. Słabnący dolar to dla nich teoretycznie czysty profit, chociaż w praktyce zależność ta nie jest szczególnie wyraźna, ponieważ przedsiębiorstwa dużą część kosztów przerzucają na klientów. Jeszcze inne firmy posiadają różnego rodzaju kredyty denominowane w amerykańskiej walucie. Spadek jej wartości oznacza więc, że muszą oddać mniej, niż początkowo pożyczyli.
Co więc jest istotniejsze: możliwe pogorszenie się wyników czy większy napływ kapitału na warszawski rynek? W rzeczywistości wygrywał z reguły czynnik drugi. Oznacza to w praktyce tyle, że na osłabienie dolara nawet kursy najbardziej znaczących eksporterów reagowały częściej wzrostami niż spadkami. Silny złoty wcale nie jest więc taki zły.
Inwestorzy się nie emocjonują