W ostatnim czasie wiele uwagi poświęca się temu, jakim to dobrodziejstwem dla Polski będzie organizacja mistrzostw Euro 2012. Można odnieść wrażenie, że będą one panaceum na wszelkie, nękające nasz kraj od lat bolączki. Tymczasem mistrzostwa - nawet jeśli w rezultacie narodowego zrywu okażą się jednorazowym organizacyjnym i komercyjnym sukcesem - nie zapewnią nam trwałej pozycji wśród nowoczesnych, prężnie rozwijających się państw w globalizującym się świecie. Sukces ten może nam zapewnić jedynie nowoczesna gospodarka, do której kluczem jest nowoczesne państwo.
Tkwimy w starej epoce
Dotychczasowy proces transformacji nie doprowadził do zbudowania w Polsce fundamentów nowoczesnego państwa. Co więcej, jego struktury po z górą 17 latach przemian tkwią mentalnie i realnie w minionej epoce. Politycy przy każdej nadarzającej się okazji wolą koncentrować się na roztrząsaniu historycznych zaszłości, wydając się nie dostrzegać, że świat wokół pędzi naprzód z coraz większą prędkością. Pogarsza się jakość tworzonego w Polsce prawa i wydawanych decyzji administracyjnych, czego przejawami są chociażby rosnąca liczba zastrzeżeń ze strony Trybunału Konstytucyjnego oraz powszechne zjawisko podważania decyzji wydawanych przez regulatorów w sądach.
O ile w trakcie kampanii wyborczych bardzo łatwo buduje się autostrady (dziś pewnie mało kto pamięta, ale już na początku lat 90. rządowe obietnice obejmowały wybudowanie w ciągu 15 lat prawie 2 tys. kilometrów autostrad; w praktyce powstało ich nieco ponad 400 km), mieszkania (by przywołać niedawne zapowiedzi zbudowania 3 mln mieszkań) oraz znajduje panaceum na sytuację służby zdrowia, to w praktyce od 1990 r. nie udało się ostatecznie rozwiązać żadnego z tych problemów.
Zamiast zanikać, narastają różnice pomiędzy Polską A i B, co jest w dużej mierze efektem braku postępu w rozbudowie infrastruktury. W rezultacie stymulujące wzrost inwestycje zagraniczne kończą się z reguły tam, gdzie kończą się autostrady (czyli w bogatszej części kraju), a tylko w ostatnich pięciu latach średnioroczne tempo rozwoju trzech najbogatszych województw było o 0,7 proc. szybsze niż trzech najuboższych.