Potwierdziły się informacje "Parkietu" o wizycie prezesa Południowego Koncernu Energetycznego w ministerstwie skarbu. Jan Kurp spotkał się wczoraj z przedstawicielami MSP. Tak jak przewidywaliśmy, nie złożył rezygnacji z szefowania PKE. Nieoficjalnie mówi się, że wyjaśniał to, co w rozmowie z nami nazwał wcześniej "szkodliwą dla spółki sytuacją".

A sytuacja jest coraz trudniejsza. Działania prezesa Kurpa zostały bardzo krytycznie ocenione przez radę nadzorczą PKE. Tyle że prezes wytacza swoje kontrargumenty (dotyczące m.in. polityki kadrowej prowadzonej przez przedstawicieli Skarbu Państwa w PKE i Energetyce Południe). I ma duże poparcie związkowców.

W niedzielę rada nadzorcza miała rozpatrzyć opinię na temat stanu spółki i zająć się zmianami w zarządzie PKE. To jednak nie nastąpiło. Kilkuset związkowców urządziło pod siedzibą spółki prawdziwą burzę. Protestowali przeciwko ewentualnemu odwołaniu prezesa Kurpa. Jak napisał w swoim oświadczeniu prezes RN Filip Grzegorczyk (który - jak się mówiło - miał być następcą Kurpa), protestujący zakłócali porządek i kierowali pod adresem członków rady groźby.

Zastrzeżenia rady PKE dotyczą między innymi tego, że organy spółki naruszają przepisy kodeksu handlowego, a jej kondycja finansowa pogarsza się, przez co może mieć ona problem z zaplanowanymi wcześniej inwestycjami.

Na dzisiaj zaplanowano spotkanie rady nadzorczej, zarządu i przedstawicieli związkowców PKE. Wczoraj późnym popołudniem nastąpiła "konfrontacja" Jana Kurpa z Filipem Grzegorczykiem. Jej wynik do zamknięcia tego wydania "Parkietu" nie był znany. Jan Kurp chce startować w wyborach do Senatu. Jeśli zostanie członkiem Izby, nie będzie mógł łączyć tej funkcji z prezesurą w PKE.