Piątek był dniem specyficznym. Jednym z czterech w roku, kiedy mogło się zdarzyć wszystko. Był to bowiem tzw. dzień trzech wiedźm, kiedy jednocześnie wygasały trzy rodzaje instrumentów pochodnych - kontrakty terminowe na indeksy, kontrakty na akcje i opcje na indeksy. Wiąże się z tym wzrost zmienności, gdyż część rynku staje wówczas przed pokusą "dostosowania" zamknięcia do wcześniej zajętych pozycji na rynku terminowym.
Warszawska giełda w swej historii doświadczała już zjawiska dnia trzech wiedźm, chociaż nie było w tym regularności.
Wczoraj jednak "wiedźmy" urządziły sobie sabat. Spokojny do godziny 15.00 handel, kiedy indeks dużych spółek oscylował na niewielkich plusach, przerodził się w ostatniej godzinie w zdecydowaną wyprzedaż.
Trochę zaskakującą, gdyż jakkolwiek zmiany liczby otwartych pozycji najbardziej płynnych kontraktów na WIG20 mogły sugerować takie zachowanie, to już stosunkowo niewielka baza stawiała je pod znakiem zapytania.
Rynek terminowy jednak odcisnął swe piętno. W ciągu pół godziny indeks dużych spółek, który wcześniej oscylował w przedziale 3800-3829 pkt, runął do 3736,21 pkt, tracąc prawie 1,8 proc. w stosunku do poziomów z czwartku i ponad 2 proc. wobec poziomów sprzed ataku podaży. Tak dużej zmienności indeks nie doświadczył nigdy w związku z wygasaniem instrumentów pochodnych. Przeciętnie w takich dniach zmienność w ostatniej godzinie sięgała 0,8 proc.