Notowania aluminium wciąż utrzymują się blisko poziomu najniższego od półtora roku, do którego zjechały na początku zeszłego tygodnia. Wczoraj za tonę tego metalu na giełdzie w Londynie płacono o niespełna 2 proc. więcej niż w poprzedni wtorek. O bardziej wyraźny wzrost notowań może być trudno, biorąc pod uwagę opublikowane w zeszłym tygodniu dane World Bureau of Metal Statistics. Wynika z nich, że w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku podaż aluminium na świecie podskoczyła o 12 proc., do 12,6 mln ton, podczas gdy popyt zwiększył się tylko o 10 proc., do 12,5 mln ton. Nadwyżka wyniosła dokładnie 83 tys. ton. Oznacza to, że na rynku aluminium panuje zupełnie odwrotna sytuacja niż na przykład na rynku miedzi, na którym przewagę wciąż ma popyt (deficyt miedzi powiększył się do 328 tys. ton). Na dodatek dane innej organizacji, International Aluminium Association, wskazują, że szarego metalu, wykorzystywanego m.in. w branży samochodowej i lotniczej, będzie na rynku jeszcze więcej. W sierpniu światowa produkcja aluminium osiągnęła rekordowy poziom 3,23 mln ton, czyli o 14 proc. więcej niż przed rokiem. Trudno spodziewać się, żeby w tej sytuacji metal mógł drożeć i cieszyć się zainteresowaniem spekulantów.
Od ostatniego szczytu, z drugiej połowy lipca, notowania aluminium osunęły się o prawie 15 proc. Wczoraj na Londyńskiej Giełdzie Metali płacono za tonę po 2458 USD, w porównaniu z 2409 USD dzień wcześniej i minimum 2395 USD z zeszłego poniedziałku. Przy utrzymaniu tendencji spadkowej notowania wkrótce mogą testować opór na poziomie 2300 USD, wyznaczony przez dołki sprzed półtora roku.
Parkiet