Umowy licencyjne koncernów paliwowych działających w Kazachstanie są zagrożone. Izba niższa tamtejszego parlamentu przyjęła ustawę pozwalającą rządowi na łatwiejsze niż dotychczas zrywanie umów naftowych z kontrahentami, zarówno zagranicznymi, jak i miejscowymi.

Zgodnie z zatwierdzonymi poprawkami, państwo może wymusić zmiany w dowolnym kontrakcie lub zerwać umowę, jeśli będzie stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. - Projekt ma na celu wzmocnienie interesu narodowego naszego kraju w sektorze surowców naturalnych - tłumaczy Jerlan Nigmatulin, parlamentarzysta i jeden z pomysłodawców nowej ustawy. Problemy z kazachskimi władzami ma już włoski koncern Eni, który przewodzi konsorcjum AgipKCO, zajmującym się eksploatacją złoża Kaszagan. Włosi mogą zostać pozbawieni statusu operatora naftowego pola. Na razie pod koniec sierpnia wstrzymano na trzy miesiące prace na Kaszaganie. W ubiegłym tygodniu jeden z parlamentarzystów zażądał odebrania licencji koncernowi Chevron, który wydobywa ropę ze złoża Tengiz.

Czy w świetle zmieniającego się prawa bać się powinien również Petrolinvest? - Ostatnie zmiany w polityce wobec inwestorów zagranicznych koncentrowały się na skuteczniejszym egzekwowaniu zobowiązań inwestycyjnych. Wypełniamy je terminowo, dzięki czemu nie martwimy się poprawkami do ustawy - tłumaczy nam Paweł Gricuk, prezes Petrolinvestu. Jego zdaniem, obecne zmiany legislacyjne są związane z toczącymi się negocjacjami z Eni i nie ma podstaw, aby sądzić, że mogłyby mieć jakikolwiek negatywny wpływ na działalność polskiej spółki.

Nieoficjalnie wiadomo, że w środkowoazjatyckiej republice istnieje lobby, któremu nie podoba się zbyt duży udział zagranicznych firm w sektorze paliwowym. Ponadto Jerlan Nigmatulin nie krył zachwytu podobnymi regułami funkcjonującymi w Rosji. - Moskwa zajęła bardzo jednoznaczne stanowisko w sprawie projektu Sachalin-2. Jej działania były właściwe - stwierdził parlamentarzysta. W ub.r. Shell stracił kontrolę nad tym przedsięwzięciem na rzecz Gazpromu.