Francuski rząd zignorował apele Brukseli domagającej się przyspieszenia redukcji wydatków budżetowych i zmniejszania długu publicznego. Świadczy o tym opublikowany wczoraj projekt budżetu, przewidujący o 9 miliardów mniejsze wpływy podatkowe i wzrost wydatków na badania.
W przyszłym roku deficyt budżetu wyniesie 2,3 proc. produktu krajowego brutto, zaś dług publiczny sięgnie 64 proc. PKB, podczas gdy dozwolony w Unii Europejskiej próg to 60 proc. Rosnące stopy procentowe zwiększą koszty obsługi długu o 1,6 miliarda euro. Odpowiedzialny za budżet minister Eric Woerth w środę zapewnił dziennikarzy, że rząd "solidnie inwestuje" w cięcie podatków bez szkody dla finansów publicznych.
Prezydent Nicolas Sarkozy chce ożywić zbyt wolno rozwijającą się gospodarkę. Dlatego zamierza pobudzić popyt wewnętrzny. Szef państwa opowiada się za zmniejszeniem obciążeń podatkowych. Chodzi m.in. o odliczenie od podatku odsetek od kredytów hipotecznych, wyeliminowanie podatku od dziedziczenia i obciążeń za nadgodziny. Niedawno Sarkozy zapowiedział, że odbierze część przywilejów emerytalnych niektórym grupom urzędników państwowych i poluzuje reguły na rynku pracy. Laurence Boone, ekonomistka w paryskim przedstawicielstwie Barclays Capital, uważa, że opóźnianie redukcji deficytu może spowodować poważne konsekwencje polityczne. - Brak jakichkolwiek istotnych kroków strukturalnych niewątpliwie rozczaruje naszych u europejskich partnerów - powiedziała.
Francois Miquet-Marty, dyrektor w instytucie LH2, twierdzi, że "gospodarka jest piętą achillesową Sarkozy?ego". Jeśli na tym polu nie osiągnie sukcesów, Francuzi mogą zwątpić w jego zdolności reformowania kraju.
Bloomberg