sygnalizuje, że na poprawę będzie można liczyć pod koniec przyszłego roku
(rok temu mówiono to samo). Na razie musimy się liczyć z nasilaniem się
negatywnych skutków osłabienia na rynku nieruchomości. Spadek ich cen oraz
zaostrzenie kryteriów przy udzielaniu pożyczek opartych o hipotekę
sprawia, że spada kwota konsumpcji oparta o takie pożyczki. Zdaniem
analityków Moody`s ten spadek przekłada się na ok. 0,5% PKB w skali roku w
każdym kwartale, w którym on występuje.
Mniejsze pożyczki to oczywiście nie wszystko, co przeszkadza amerykańskiej
gospodarce. Niższa aktywność na nieruchomościach przekłada się na niższą
aktywność w budownictwie i branżach pokrewnych. Osłabienie tych gałęzi
prowadzi do zmniejszania popytu na pozostałe dobra i obniża aktywność w
pozostałych gałęziach gospodarki. Efektem tego jest spadek zysków
przedsiębiorstw oraz ruchy w wielkości zatrudnienia. Oba czynniki są już
widoczne. Wkrótce zacznie się kolejny sezon publikacji wyników
finansowych. Prognozy mówią o wzroście zysku spółek należących do indeksu
S&P500 o 2,7% w stosunku do roku ubiegłego. Przypomnę, że jeszcze niedawno
średnio notowano wzrost o 10%.
Jak podaje Bloomberg, od 20 sierpnia 52 spółki opublikowały aktualizację
prognoz, które były zgodne z oczekiwaniami analityków lub im nie
sprostały. W tym samym czasie 10 spółek zaskoczyło rynek wyższymi od
oczekiwań prognozami. Bo nie wszyscy tracą. Przykłanikogo
nie dziwi. Dziwi za to wrześniowy wzrost indeksów. Wydaje się, że nie za
bardzo on koresponduje z tymi słabymi prognozami dynamiki zysków spółek.
Co ciekawe, indeksy amerykańskie zanotowały także wzrosty w skali
kwartału. Jak to się ma do tego, że zdaniem niektórych analityków szanse
na recesję w USA sięgają niemal 50%?
Ten wzrost indeksów w USA jest po części wynikiem silnie słabnącego
dolara. Spadek amerykańskiej waluty podbija ceny surowców, a to pomaga
cenom spółek z tymi surowcami związanym. Korygując zmiany indeksów o
wartość dolara ostatnie zmiany nie są już tak imponujące, choć nadal
pozostają relatywnie mocne w stosunku do ocen przyszłości gospodarki.
Czynnikiem, który tej sytuacji pomaga to oczekiwania rynku co do
kolejnego, przynajmniej jednej, obniżenia stóp procentowych w USA.
Antycypacja poluzowania polityki pieniężnej w USA pomaga osłabiać dalej
dolara. Tym bardzie wobec euro, gdyż tu coraz głośniej powraca się do
możliwości podniesienia kosztu pieniądza.
Za słabszymi wynikami spółek idą zmiany w zatrudnieniu. Ostatni raport o
stanie rynku pracy wskazujący na spadek liczby miejsc pracy w sektorze
pozarolniczym zaskoczył wszystkich. Wprawdzie można było oczekiwać
wartości niższych od oficjalnych prognoz, bo taką niespodziankę
sygnalizowały raporty z środy poprzedzającej piątkową publikację, ale i
tak zaskoczenie było duże. Na zakończenie nadchodzącego tygodnia czeka nas
podobna publikacja. I tym razem oczekuje się wzrostu zatrudnienia o ok.
100k. Można podejrzewać, że środowe raporty będą tym razem przyjmowane z
większą uwagą.
Cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nie
sygnalizują specjalnego pogorszenia sytuacji. Liczba bezrobotnych skokowo
nie wzrosła. Można więc sądzić, że na razie gospodarka, jako całość,
przestała zatrudniać, ale jeszcze nie zwalnia pracowników. Czy to sygnał,
że jednak najgorsze wcale nie nadejdzie, a gospodarka ma się lepiej niż
się obawiano? Nie. To może również oznaczać, że to tylko początek, a
najgorsze jest dopiero przed nami. Najgorsze, czyli gdy zaczną pojawiać
się zwolnienia. Problemów na rynku pracy nikt nie lubi i będzie to widać
po zachowaniu indeksów. Na razie popyt wydaje się żyć nadzieją.
Ubiegły tydzień zaczęliśmy bardzo blisko poziomów rekordów hossy, ale nie
udało się och nawet przetestować. Obawy co do siły popytu znalazły swoje
potwierdzenie. Wprawdzie rynek się nie załamał, ale z obecnych poziomów
będzie już znacznie trudniej podchodzić w okolice szczytów ( Wykres_1.gif
). Luka hossy powstała po opublikowaniu decyzji FOMC o obniżeniu stóp
procentowych została w ostatnim tygodniu zamknięta. Właściwie cały
pozytywny potencjał wynikający z jej pojawienia się już został zanegowany
( Wykres_2.gif ). Rynek znalazł się w trudnej sytuacji i na razie nie
widać czynników, które mogłyby mu pomóc. Notowania w USA wydają się być na
wyrost wysokie, a zatem jest całkiem prawdopodobne, że najbliższy tydzień
będzie tam raczej trudny. To z pewnością nam nie pomoże. Sytuacja może nie
jest beznadziejna, ale jest niewątpliwie trudna. Każda sesja ubiegłego
tygodnia zakończyła się pod poziomem otwarcia. Trzy razy udawało się
rozpocząć notowania nad poziomem poprzedniego zamknięcia, ale popyt nie
radził sobie z utrzymaniem cen. Nie licząc pamiętnej sesji z luką (piątku
z wygasającymi seriami w ogóle nie biorę pod uwagę) wielkość kapitału po
stronie kupna jest śmiesznie mała. Tym śmieszniejsza, że jesteśmy na dość
wysokim poziomie. To raczej powinno wzbudzać nieufność niż nadzieję.
Kamil Ja