Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 30.09.2007 12:47

Czytając amerykańskie opracowania dotyczące tamtejszej gospodarki ciągle

natykamy się na jeden wyraz: housing. Klucz do obecnej sytuacji w USA

oraz, po części, do sytuacji na rynku akcji w Polsce. W ubiegłym tygodniu

pojawiło się kilka publikacji, które pozostawiły po sobie raczej przykry

obraz przyszłości. Część z tych informacji była oczekiwana, a w kilku

Reklama
Reklama

wypadkach mieliśmy do czynienia z mało przyjemną niespodzianką.

Okoliczności są więc mało sprzyjające, a mimo to rynki akcji trzymają się

relatywnie mocno.

Wiadomości są przygnębiające. Spada sprzedaż domów na rynku wtórnym i

pierwotnym. Spada tak szybko, że producenci nie są w stanie się do tego

dostosować, co sprawia, że rośnie liczba domów niesprzedanych. Rosnący

Reklama
Reklama

nawis podażowy ma bezpośredni wpływ na ceny, które zgodne z prawem rynku

spadają. Spadek cen nieruchomości jest tu sytuacją wyjątkową. 2007 rok

będzie pierwszym od dekad rokiem spadku cen domów.

Osłabienie na rynku nieruchomości mieszkalnych ma kolosalne znaczenie dla

amerykańskiej gospodarki. To właśnie rynek nieruchomości był głównym

czynnikiem efektu bogactwa Amerykanów. Rosnące ceny domów dawały możliwość

Reklama
Reklama

zaciągania nowych zobowiązań hipotecznych, co skutecznie podtrzymywało

wielkość konsumpcji. To od strony finansowej. Od strony rynku, popyt na

domowy i artykuły z nimi związane pomagał w utrzymaniu zatrudnienia i

pomagał szerokiej gospodarce. Jak szeroko pomagał wtedy, tak teraz

przeszkadza.

Reklama
Reklama

Każdy kij ma dwa końce. Znaczny wpływ jednej gałęzi na całość gospodarki

to także ryzyko. Gdy gałąź ta ma się świetnie, to i cała gospodarka ma się

dobrze, a nawet jeśli gdzieś, coś szwankuje, to skutki są wygłuszane. Gdy

czynnik wiodący zacznie się psuć, pozostałe mogą nie być w stanie tego

wyrównać. Tak ma się sprawa z rynkiem nieruchomości, a właściwie

Reklama
Reklama

mieszkalnym w USA. To co przez długi czas było podporą gospodarki, od

jakiegoś czasu jest jej balastem.

Na razie o recesji nie można mówić, ale perspektywy na najbliższe kwartały

nie są pocieszające, co może pogłębić problemy. Już oficjalnie większość

podmiotów związanych z nieruchomościami, bądź ich finansowaniem,

Reklama
Reklama

sygnalizuje, że na poprawę będzie można liczyć pod koniec przyszłego roku

(rok temu mówiono to samo). Na razie musimy się liczyć z nasilaniem się

negatywnych skutków osłabienia na rynku nieruchomości. Spadek ich cen oraz

zaostrzenie kryteriów przy udzielaniu pożyczek opartych o hipotekę

sprawia, że spada kwota konsumpcji oparta o takie pożyczki. Zdaniem

analityków Moody`s ten spadek przekłada się na ok. 0,5% PKB w skali roku w

każdym kwartale, w którym on występuje.

Mniejsze pożyczki to oczywiście nie wszystko, co przeszkadza amerykańskiej

gospodarce. Niższa aktywność na nieruchomościach przekłada się na niższą

aktywność w budownictwie i branżach pokrewnych. Osłabienie tych gałęzi

prowadzi do zmniejszania popytu na pozostałe dobra i obniża aktywność w

pozostałych gałęziach gospodarki. Efektem tego jest spadek zysków

przedsiębiorstw oraz ruchy w wielkości zatrudnienia. Oba czynniki są już

widoczne. Wkrótce zacznie się kolejny sezon publikacji wyników

finansowych. Prognozy mówią o wzroście zysku spółek należących do indeksu

S&P500 o 2,7% w stosunku do roku ubiegłego. Przypomnę, że jeszcze niedawno

średnio notowano wzrost o 10%.

Jak podaje Bloomberg, od 20 sierpnia 52 spółki opublikowały aktualizację

prognoz, które były zgodne z oczekiwaniami analityków lub im nie

sprostały. W tym samym czasie 10 spółek zaskoczyło rynek wyższymi od

oczekiwań prognozami. Bo nie wszyscy tracą. Przykłanikogo

nie dziwi. Dziwi za to wrześniowy wzrost indeksów. Wydaje się, że nie za

bardzo on koresponduje z tymi słabymi prognozami dynamiki zysków spółek.

Co ciekawe, indeksy amerykańskie zanotowały także wzrosty w skali

kwartału. Jak to się ma do tego, że zdaniem niektórych analityków szanse

na recesję w USA sięgają niemal 50%?

Ten wzrost indeksów w USA jest po części wynikiem silnie słabnącego

dolara. Spadek amerykańskiej waluty podbija ceny surowców, a to pomaga

cenom spółek z tymi surowcami związanym. Korygując zmiany indeksów o

wartość dolara ostatnie zmiany nie są już tak imponujące, choć nadal

pozostają relatywnie mocne w stosunku do ocen przyszłości gospodarki.

Czynnikiem, który tej sytuacji pomaga to oczekiwania rynku co do

kolejnego, przynajmniej jednej, obniżenia stóp procentowych w USA.

Antycypacja poluzowania polityki pieniężnej w USA pomaga osłabiać dalej

dolara. Tym bardzie wobec euro, gdyż tu coraz głośniej powraca się do

możliwości podniesienia kosztu pieniądza.

Za słabszymi wynikami spółek idą zmiany w zatrudnieniu. Ostatni raport o

stanie rynku pracy wskazujący na spadek liczby miejsc pracy w sektorze

pozarolniczym zaskoczył wszystkich. Wprawdzie można było oczekiwać

wartości niższych od oficjalnych prognoz, bo taką niespodziankę

sygnalizowały raporty z środy poprzedzającej piątkową publikację, ale i

tak zaskoczenie było duże. Na zakończenie nadchodzącego tygodnia czeka nas

podobna publikacja. I tym razem oczekuje się wzrostu zatrudnienia o ok.

100k. Można podejrzewać, że środowe raporty będą tym razem przyjmowane z

większą uwagą.

Cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nie

sygnalizują specjalnego pogorszenia sytuacji. Liczba bezrobotnych skokowo

nie wzrosła. Można więc sądzić, że na razie gospodarka, jako całość,

przestała zatrudniać, ale jeszcze nie zwalnia pracowników. Czy to sygnał,

że jednak najgorsze wcale nie nadejdzie, a gospodarka ma się lepiej niż

się obawiano? Nie. To może również oznaczać, że to tylko początek, a

najgorsze jest dopiero przed nami. Najgorsze, czyli gdy zaczną pojawiać

się zwolnienia. Problemów na rynku pracy nikt nie lubi i będzie to widać

po zachowaniu indeksów. Na razie popyt wydaje się żyć nadzieją.

Ubiegły tydzień zaczęliśmy bardzo blisko poziomów rekordów hossy, ale nie

udało się och nawet przetestować. Obawy co do siły popytu znalazły swoje

potwierdzenie. Wprawdzie rynek się nie załamał, ale z obecnych poziomów

będzie już znacznie trudniej podchodzić w okolice szczytów ( Wykres_1.gif

). Luka hossy powstała po opublikowaniu decyzji FOMC o obniżeniu stóp

procentowych została w ostatnim tygodniu zamknięta. Właściwie cały

pozytywny potencjał wynikający z jej pojawienia się już został zanegowany

( Wykres_2.gif ). Rynek znalazł się w trudnej sytuacji i na razie nie

widać czynników, które mogłyby mu pomóc. Notowania w USA wydają się być na

wyrost wysokie, a zatem jest całkiem prawdopodobne, że najbliższy tydzień

będzie tam raczej trudny. To z pewnością nam nie pomoże. Sytuacja może nie

jest beznadziejna, ale jest niewątpliwie trudna. Każda sesja ubiegłego

tygodnia zakończyła się pod poziomem otwarcia. Trzy razy udawało się

rozpocząć notowania nad poziomem poprzedniego zamknięcia, ale popyt nie

radził sobie z utrzymaniem cen. Nie licząc pamiętnej sesji z luką (piątku

z wygasającymi seriami w ogóle nie biorę pod uwagę) wielkość kapitału po

stronie kupna jest śmiesznie mała. Tym śmieszniejsza, że jesteśmy na dość

wysokim poziomie. To raczej powinno wzbudzać nieufność niż nadzieję.

Kamil Ja

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama