Reklama

Twórca komunikatora uważa, że szybkie wycofanie spółki z GPW po cenie 23,5 zł za akcję nie jest fair

Publikacja: 06.10.2007 08:45

Na drugi dzień po ogłoszeniu wezwania na akcje największego w kraju komunikatora internetowego Gadu-Gadu, jego kurs wzrósł już tylko nieznacznie, o 0,13 proc. Utrzymywał się cały czas poniżej ceny zaproponowanej przez spółkę MIH Poland Holding należącą do afrykańskiej grupy Naspers. MIH zaproponował za każdy walor Gadu-Gadu 23,5 zł. Dokładnie tyle, na ile jeden papier komunikatora wycenił w styczniu oferujący je w ofercie publicznej Dom Maklerski IDM. Na piątkowym zamknięciu sesji kurs wynosił 22,8 zł (dzień wcześniej wzrósł o ponad 17 proc.).

Zgodnie z treścią wezwania, MIH chce skupić przynajmniej 67 proc. akcji Gadu-Gadu. Jeśli nie osiągnie tego poziomu, nie jest pewne, czy transakcja dojdzie do skutku. Ma już zapewnione 55 proc., bo do sprzedaży takiego pakietu zobowiązał się główny akcjonariusz GG - Warsaw Equity Holding. Inwestor chciałby też wycofać firmę z giełdy, ale do tego potrzebuje 80 proc. akcji.

Nie wiadomo na razie, co zrobią fundusz ING Parasol Specjalistyczny FIO (ma ponad 5 proc. akcji) i Łukasz Foltyn, twórca komunikatora (prawie 10 proc.). - Z przykrością muszę poinformować, że nie udzielamy odpowiedzi na takie pytania - stwierdził Leszek Jedlecki z ING Investment Management, firmy zarządzającej ING PS FIO.

A co zrobi przedsiębiorca, a ostatnio także polityk, wspierający PSL? - Wprawdzie nie znałem do tej pory Naspersa, ale jeśli jest on związany z komunikatorem QQ, to cieszy mnie sama zmiana inwestora finansowego na branżowego, który ma doświadczenie i dobrze prowadzi tego rodzaju biznesy - powiedział Ł. Foltyn.

Łukasz Foltyn zapewnił, że nie wiedział, że WEH przygotowuje się do sprzedaży kontrolnego pakietu GG i nikt nie proponował mu udziału w transakcji. - Sprzedaż akcji to prawo inwestora. Zaskakuje mnie propozycja wycofania spółki z obrotu giełdowego. Osobiście bym tego nie chciał - dodał.

Reklama
Reklama

Mimo takiej opinii, Ł. Foltyn nie odpowiedział jednoznacznie na pytanie, czy sprzeda akcje w wezwaniu. - Jeśli inwestor będzie parł do wycofania spółki z obrotu, będę musiał sprzedać, bo nie chciałbym mieć akcji nie- notowanych na giełdzie. Nie potrafię powiedzieć, jaką decyzję podejmę, jest dużo czasu do końca wezwania. Moja sytuacja jest poza tym inna niż mniejszościowych akcjonariuszy, którzy kupowali akcje w publicznej ofercie po 21 złotych. Rozmawiajmy o nich - dodał.

- Wydaje mi się, że po tak krótkim czasie od wejścia spółki na giełdę, wycofanie jej z rynku, i to przy takiej cenie, jak oferowana, oznacza postawienie inwestorów pod ścianą. Na pewno nikt nie inwestował z myślą o tak krótkim horyzoncie czasowym, a jeśli - to nie po to, żeby zarobić 10 proc. - powiedział Ł. Foltyn. - Plan wykorzystania pieniędzy z emisji czy programu motywacyjnego wskazywał, że chodziło o 2-3 -letni horyzont inwestycyjny. Nic nie zapowiadało, że może dojść do wycofania spółki z obrotu. To nie fair - dodał. Pytany, jaka cena byłaby fair, mówił, że na przykład zawierająca 50-proc. premię.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama