Reklama

Niedoszły klient

Publikacja: 15.10.2007 08:42

Któregoś dnia czytałem "Parkiet" i zauważyłem, że mój niedoszły klient został prezesem. Rozmawialiśmy wtedy tylko przez telefon. Pytał o coaching. Udzieliłem mu informacji, badałem jego potrzeby. Ale nie umówił się ze mną. Chciałem, żeby został moim klientem. Wpadłem na pomysł, żeby mu wysłać SMS-em gratulacje:

- Czytałem wywiad z panem. Dobra robota PR-owska. Gratuluję.

- Dziękuję za miłe słowa. A czy teraz, według pana, jestem bardziej świadomy swoich oczekiwań?

- Nie wiem.

Mój ostatni SMS pozostał bez odpowiedzi. Mogłem się spodziewać, że trudno mu będzie na coś takiego zareagować. Miałem przeczucie, że go zabolało, mimo że nie zamierzałem sprawić mu przykrości. Po dwóch tygodniach milczenia zadzwoniłem:

Reklama
Reklama

- Chciałbym się upewnić, że dostał pan mój ostatni SMS?

- Dostałem.

- Nie otrzymałem odpowiedzi.

- Czy naprawdę chciał pan ją otrzymać?

- Oczywiście.

- Nawet negatywną?

Reklama
Reklama

- Nie ma problemu.

- Czy ma pan w zwyczaju obrażać swoich klientów?

- Obraziłem pana?

- Nieraz. W ciągu naszej pierwszej rozmowy telefonicznej co drugie zdanie było obraźliwe.

- Całe szczęście, że krótko rozmawialiśmy! Mógłbym obrazić pana na śmierć.

- Ale już prawie tak się stało! Nawet kiedy się pan żegna ze swoimi potencjalnymi klientami, uderza pan jakby miał dość tych ludzi.

Reklama
Reklama

- Pan został obrażony, ale przynajmniej nie został pan zmanipulowany.

- Niełatwo mną manipulować.

- Może dlatego łatwo pana obrazić.

- Ale pan stracił klienta.

- Zobaczymy. Nigdy nie straciłem potencjalnego klienta.

Reklama
Reklama

- Ma pan szczęście, że czekając na lotnisku mam akurat kilka minut do stracenia. Gdyby nie to, nie odebrałbym telefonu.

- Pan ma minuty do stracenia, a ja do stracenia nie mam nic. Bo z definicji pan zawsze będzie moim potencjalnym klientem.

- Mogę odmówić definitywnie.

- Może pan odmówić. A dopóki jest możliwość rozmowy z panem, jest pan moim potencjalnym klientem.

- Słucham. Dlaczego pan dzwoni do mnie?

Reklama
Reklama

- Nie dał mi spokoju fakt, że nie odpisał pan na mój SMS.

- Rozumiem, że chciałby się pan uspokoić, dowiadując się, że nie czuję się obrażony.

- Albo uspokoić się przekonawszy się, że na pewno został pan obrażony.

- O czym mówimy? Ta rozmowa nie ma sensu!

- Pan nie pozostaje obojętny na to, co mówię, czyli z pewnością dotykam czegoś istotnego, nawet jeśli nie wiadomo, o co chodzi.

Reklama
Reklama

- Zaraz się rozłączę.

- Ale ja mam na pana haka. Duchowo. Nie może się pan rozłączyć, bo trafiłem w pana czuły punkt.

- Ja znam siebie dobrze, a pan mnie nie zna.

- Czytałem bardzo dokładnie artykuł o panu, także między wierszami. Nie wie pan, że aż tyle zdradził o sobie. Nie zdaje sobie sprawy, że pokazuje, gdzie leży pana słaba strona, o której nie ma pan pojęcia.

- Jaka?

- Kiedy w wywiadzie dla "Parkietu" mówił pan o strategii firmy, cytował pan Coveya "Zaczynaj z wizją końca". Także pozostała część pana wypowiedzi wypadła bardzo przekonywająco. Może pan czytał też, że Covey pisze, że aby mieć wpływ na wiele rzeczy, trzeba ulegać wpływom. Ale pan nie daje sobą manipulować. Dlatego można na pana wpływać jedynie obrażając pana. Słucha pan i zapamiętuje tylko to, co pana boli.

- Wołają mnie. Muszę ustawić się w kolejce.

- Ja nie muszę stać w kolejce. Ani za pana, ani w ogóle w żadnej kolejce. Jestem niezależny. Nie będę pana drapać po plecach. Do następnego wołania.

- Do widzenia.

Ta scenka miała miejsce dwa lata temu. Dziś ten niedoszły klient został moim klientem. Tak się stało, że miesiąc temu zadzwonił do mnie:

- Widziałem pana w poczekalni na lotnisku. Siedział pan zamyślony, nawet wyglądał na smutnego i przygnębionego. To do pana niepodobne. Ja wyobrażałem sobie pana jako diabła, który naśmiewa się ze wszystkich i ma tupet. Potem w samolocie czytałem magazyn linii lotniczych. Zatrzymałem się na artykule o Matejce. Było tam zamieszczone zdjęcie obrazu przedstawiającego Stańczyka. Rozpoznałem pana przed chwilą. Ta sama postawa. Bez czapki. I nagle uświadomiłem sobie, że brakuje mi błazna. Króluję w firmie jako wizjonerski prezes. Moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła. Przez dwa lata nikt z mojego otoczenia nie miał odmiennego ode mnie zdania, które byłoby słuszne. Wszystkie moje założenia sprawdziły się. A kiedy ktoś sprzeciwiał się mojej wizji wybuchałem, obrażałem się, nawet obcinałem głowy niektórym przeciwnikom. Teraz wszyscy się mnie boją. Nawet kiedy proszę o krytykę, w odpowiedzi dostaję jedynie milczenie. Panuje strach. Już nikt nie ma odwagi się przeciwstawić, a ja czuję się coraz bardziej samotny. Dlatego potrzebuję błazna takiego jak pan.

Opisane wydarzenia są fikcyjne.

RSQ Management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama