Naród chiński uczy się rynku. Na razie sprowadza się to głównie do poznawania jego lepszych stron. Przyjdzie jednak czas, gdy Chińczycy poznają również ciemną stronę mechanizmów kapitalistycznych. Będzie to bolesny okres zarówno dla zwykłych Chińczyków, jak i dla ich liderów. My zdajemy sobie z tego sprawę. Przeżywaliśmy to dość niedawno. Weterani rynku pamiętają 1994 rok. Obecne Chiny można porównać do Polski z 1993 roku.
Wyspiański w modzie
"Chińczyki trzymają się mocno" - to ostatnio modny cytat. Nie ma się czemu dziwić. Osiągnięcia chińskiej gospodarki zdają się być imponujące. Dwucyfrowy wzrost PKB, wzrost nadwyżki w handlu zagranicznym po 9 miesiącach tego roku o 70 proc., wzrost produkcji przemysłowej o 18,9 proc., wzrost inwestycji o ponad 26 proc. To są liczby znaczące - świadczące o tym, że gospodarka ma się świetnie i działa jak dobrze naoliwiony silnik. Niestety, coś w tym silniku stuka. Problemem jest inflacja, która obecnie przekracza 6 proc., a więc jest znacznie powyżej celu inflacyjnego, który ma być wyznacznikiem dla chińskich władz monetarnych. Nie jest to jednak problem, który spędza sen z powiek chińskim decydentom. Tu liczy się co innego. Wyznacznikiem sukcesu jest wzrost gospodarczy, bo to dzięki wzrostowi ma być osiągnięty ambitny cel. Jest nim czterokrotne zwiększenie chińskiej gospodarki w ciągu pierwszych dwóch dekad tego wieku. Podwojenie się udało. Teraz wystarczy "tylko" podwoić ją po raz kolejny. Czy się uda? Obecny prezydent nie ma co do tego wątpliwości. Otwierając zjazd Komunistycznej Partii Chin, jaki miał ostatnio miejsce, Hu Dżintao ogłosił, że intencją obecnego rządu jest - wykorzystując wzrost gospodarczy - wyeliminowanie biedy w ciągu najbliższych 5 lat. Mając na względzie tak ambitny plan nie jest dziwne, że pozostałe aspekty gospodarki mają mniejsze znaczenie.
Idea górą
Przerost idei nad racjonalnością będzie musiał w końcu wydać owoc. Władze chińskie wprawdzie wykonują ruchy, które mają przynieść pewne ochłodzenie nastrojów, ale można odnieść wrażenie, że są to tylko ruchy markujące. Szybki wzrost gospodarczy połączony z ogromnym strumieniem pieniędzy napływających do Chin - wynikający z rosnącej nadwyżki handlowej - przekłada się na wzrost cen aktywów. Rosną ceny nieruchomości, rosną ceny akcji. Przy tym stopy procentowe są na tyle niskie, że lokaty bankowe nie są żadną alternatywą dla Chińczyków. Pompują oni zatem pieniądze na rynki finansowe, co owocuje rekordowym wzrostem tamtejszych indeksów. W tym roku otwartych zostało ponad 46 mln nowych rachunków inwestycyjnych. Sytuacja ma znamiona bańki spekulacyjnej. Pytanie brzmi, kiedy ona pęknie?