Reklama

Chiński teatr cieni

Gospodarka ma się świetnie i działa jak dobrze naoliwiony silnik. Niestety, coś w tym silniku stuka. Problemem jest inflacja, która obecnie przekracza 6 proc., a więc jest znacznie powyżej celu inflacyjnego - wyznacznika dla chińskich władz monetarnych

Publikacja: 29.10.2007 07:48

Naród chiński uczy się rynku. Na razie sprowadza się to głównie do poznawania jego lepszych stron. Przyjdzie jednak czas, gdy Chińczycy poznają również ciemną stronę mechanizmów kapitalistycznych. Będzie to bolesny okres zarówno dla zwykłych Chińczyków, jak i dla ich liderów. My zdajemy sobie z tego sprawę. Przeżywaliśmy to dość niedawno. Weterani rynku pamiętają 1994 rok. Obecne Chiny można porównać do Polski z 1993 roku.

Wyspiański w modzie

"Chińczyki trzymają się mocno" - to ostatnio modny cytat. Nie ma się czemu dziwić. Osiągnięcia chińskiej gospodarki zdają się być imponujące. Dwucyfrowy wzrost PKB, wzrost nadwyżki w handlu zagranicznym po 9 miesiącach tego roku o 70 proc., wzrost produkcji przemysłowej o 18,9 proc., wzrost inwestycji o ponad 26 proc. To są liczby znaczące - świadczące o tym, że gospodarka ma się świetnie i działa jak dobrze naoliwiony silnik. Niestety, coś w tym silniku stuka. Problemem jest inflacja, która obecnie przekracza 6 proc., a więc jest znacznie powyżej celu inflacyjnego, który ma być wyznacznikiem dla chińskich władz monetarnych. Nie jest to jednak problem, który spędza sen z powiek chińskim decydentom. Tu liczy się co innego. Wyznacznikiem sukcesu jest wzrost gospodarczy, bo to dzięki wzrostowi ma być osiągnięty ambitny cel. Jest nim czterokrotne zwiększenie chińskiej gospodarki w ciągu pierwszych dwóch dekad tego wieku. Podwojenie się udało. Teraz wystarczy "tylko" podwoić ją po raz kolejny. Czy się uda? Obecny prezydent nie ma co do tego wątpliwości. Otwierając zjazd Komunistycznej Partii Chin, jaki miał ostatnio miejsce, Hu Dżintao ogłosił, że intencją obecnego rządu jest - wykorzystując wzrost gospodarczy - wyeliminowanie biedy w ciągu najbliższych 5 lat. Mając na względzie tak ambitny plan nie jest dziwne, że pozostałe aspekty gospodarki mają mniejsze znaczenie.

Idea górą

Przerost idei nad racjonalnością będzie musiał w końcu wydać owoc. Władze chińskie wprawdzie wykonują ruchy, które mają przynieść pewne ochłodzenie nastrojów, ale można odnieść wrażenie, że są to tylko ruchy markujące. Szybki wzrost gospodarczy połączony z ogromnym strumieniem pieniędzy napływających do Chin - wynikający z rosnącej nadwyżki handlowej - przekłada się na wzrost cen aktywów. Rosną ceny nieruchomości, rosną ceny akcji. Przy tym stopy procentowe są na tyle niskie, że lokaty bankowe nie są żadną alternatywą dla Chińczyków. Pompują oni zatem pieniądze na rynki finansowe, co owocuje rekordowym wzrostem tamtejszych indeksów. W tym roku otwartych zostało ponad 46 mln nowych rachunków inwestycyjnych. Sytuacja ma znamiona bańki spekulacyjnej. Pytanie brzmi, kiedy ona pęknie?

Reklama
Reklama

Nie tylko blaski, ale i cienie

Perspektywy gospodarki chińskiej wydają się świetlane, choć każdy ma świadomość, że w takim tempie i w takim stylu ten wzrost nie może trwać wiecznie. Gospodarka chińska w coraz większym stopniu angażuje się w sektory zaawansowanych technologii, a to powoduje, że powoli zaczyna brakować odpowiednio przygotowanych ludzi. Problemy z dynamicznie rosnącym wykorzystaniem energii nie są nowością. W Chinach rezerw energii już nie ma i zdarzają się przestoje związane z brakiem prądu. Chiny mają przed sobą chwilę próby. Nie sposób powiedzieć, kiedy ona nastąpi, tak jak nie sposób było przewidzieć szczytu w 1994 roku, choć pewne przesłanki były znane wcześniej. Teraz też są znane. Warren Buffett ostrzega przez bańką na rynku chińskim i wycofuje się z PetroChina Co. Pamiętajmy, problem Chin to także nasz problem. Chcemy czy nie, jesteśmy w jednym koszu.

Trochę techniki

Ostatnio bardzo modna zrobiła się u nas gra na spadek cen. Jest to o tyle ciekawe, że od rekordów dzieli nas niewielka odległość. Już na piątkowej sesji widać było chętnych do zajmowania krótkich pozycji. Można przyjąć, że skusiła ich możliwość pojawienia się formacji podwójnego szczytu. Być może

taka formacja faktycznie się pojawi, ale zajmowanie pozycji ze względu na nią już

teraz to raczej życzenie niż ocena sytuacji na rynku. Ciekawe, że spadków w przyszłym tygodniu spodziewają się także ankietowani, których odpowiedzi budują wskaźnik

Reklama
Reklama

WIGOMETR. Ponad 60 proc. liczy

na spadek cen. Jest to o tyle dziwne, że przecież rynek znajduje się w tej chwili

w bezpośrednim sąsiedztwie rekordów. W ostatnim czasie kilka razy się do nich

zbliżyliśmy. Owszem, nie udało się ich pokonać, ale przecież to jeszcze nie jest sygnał do spadków cen. Patrząc z pewnej

perspektywy (Wykres 1.) widać, że rynek się konsoliduje pod oporem, co samo w sobie wcale nie jest takie złe. Atak nadal jest

możliwy. Ba, taka konsolidacja przed jego

Reklama
Reklama

pojawieniem się może sprawić, że będzie

on skuteczniejszy. Jak widać na wykresie dziennym (Wykres 2.) formacja

podwójnego szczytu pojawi się dopiero

wtedy, gdy cena kontraktów spadnie pod poziom 3770 pkt. Wtedy będzie można

oczekiwać spadku o ok. 200 pkt. dzięki któremu doszłoby do testu wsparcia na poziomie dołka z 1 października br. Pojawienie się

Reklama
Reklama

takiej formacji może być dobrym sygnałem

zamknięcia długich pozycji. Na krótkie

przyjdzie czas.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama