Zwycięstwo Platformy Obywatelskiej rozbudziło nadzieje rynków finansowych na ożywienie reform gospodarczych. Czy te nadzieje nie okażą się jednak płonne? Pierwszy okres funkcjonowania nowej koalicji pokaże, na jakie reformy można liczyć w najbliższych latach. Uwiarygodnienie zapowiedzi zrównoważenia finansów publicznych w ciągu czterech lat, w postaci zaakceptowanego przez koalicjantów programu gospodarczego, może trwale poprawić ocenę szans na przystąpienie Polski do strefy euro na początku przyszłej dekady. Poza tym poprawa oceny jakości polityki makroekonomicznej może zaowocować poprawą ratingów Polski i rzeczywistym zmniejszeniem postrzeganego przez inwestorów ryzyka inwestycyjnego w odniesieniu do naszego kraju. Dzięki temu może spaść wymagana premia za ryzyko przy wycenie polskich aktywów, a to zwiększyłoby dostępność i zmniejszyło cenę kapitału potrzebnego do szybkiego rozwoju gospodarki.
Samo zwycięstwo w wyborach partii o najbardziej liberalnym programie gospodarczym nie gwarantuje jednak realizacji reform. Układ sceny politycznej nie sprzyja przeprowadzaniu radykalnych zmian. W ramach rządu koalicyjnego wiele przedwyborczych pomysłów Platformy może okazać się niemożliwymi do zrealizowania. Zresztą sama PO nie wykazuje na razie chęci do radykalnych kroków. Wygłaszane zapowiedzi przedstawicieli Platformy pokazują, że redukcja deficytu budżetowego raczej nie ulegnie przyspieszeniu, przynajmniej w 2008 roku. PO zapowiedziała, że wycofa się z uchwalonego wcześniej drugiego etapu redukcji składki rentowej dla wszystkich z początkiem 2008 roku. Miałaby ona dotyczyć tylko najmniej zarabiających, a oszczędności z tytułu ograniczenia zakresu redukcji składki, szacowane na ok. 10 mld zł, miałyby zostać przeznaczone na podwyżki świadczeń społecznych i płac dla nauczycieli. Taka zmiana planów oznaczałaby zmianę oceny efektów inflacyjnych obniżki składki. W nowej wersji, w większym stopniu stymulując konsumpcję, a w mniejszym sprzyjając zwiększaniu akumulacji, redukcja składki spowodowałaby pogorszenie perspektyw inflacji. Jeśli chodzi o przyszłoroczny budżet, o ile bezpośrednio po wyborach zapowiadano, że deficyt budżetowy w 2008 roku zostanie obniżony do 20 mld zł, to w ostatnich zapowiedziach mówi się już na przykład o 25 mld zł.
Wielu ekonomistów wskazywało wcześniej, że zamiast redukować składkę rentową, w warunkach silnego wzrostu gospodarczego należałoby raczej pomyśleć o bardziej zdecydowanej redukcji deficytu fiskalnego. Umożliwiłoby to ograniczenie procyklicznego oddziaływania polityki fiskalnej i przygotowało finanse publiczne na nadejście chudych lat. Proponowane ograniczenie zakresu redukcji składek i przeznaczenie uwolnionych w ten sposób środków na zwiększenie wydatków to działanie w przeciwnym kierunku. Nawet jeśli podwyżki płac nauczycieli potraktujemy nie jako wydatki bieżące, lecz prorozwojowe (edukacja, w tym wynagrodzenia nauczycieli, wymaga w Polsce istotnego zwiększenia nakładów, aby poprawić konkurencyjność gospodarki w długim okresie), to źródła ich finansowania powinny być zdecydowanie inne niż rezygnacja z ograniczania klina podatkowego. Przykładowo, powszechnie wiadomo, że radykalnych zmian wymaga system ubezpieczeń społecznych rolników, czyli zasady funkcjonowania KRUS.
Koalicyjna rzeczywistość prawdopodobnie zniweczy jednak jakiekolwiek próby działań na tym polu. Wybojów i ostrych zakrętów na drodze niezbędnych reform jest dużo więcej. Oby w przypadku powyborczych nadziei na ożywienie reform nie sprawdziło się dobrze znane powiedzenie, że nadzieja jest matką głupich. Piotr
Bujak