Poprzedni tydzień był spokojny, a wręcz nudny, za sprawą skróconych notowań w USA. Tydzień, który właśnie kończymy pod względem zmienności i związanych z nią emocji, był znacznie ciekawszy. Kto wie, może czekają nas nowe rekordy hossy? Mrzonki? Może, ale wydaje się, że nie warto eliminować nawet dziwnych scenariuszy. Rynek pójdzie drogą, jaka mu będzie pasowała, a naszym zadaniem jest się tej drogi trzymać.
Początek tygodnia był przykry dla posiadaczy długich pozycji (to większość uczestników rynku, jeśli weźmiemy pod uwagę inwestorów obecnych na rynku akcji). W poprzednim tygodniu ceny zbliżyły się do okolic lokalnego szczytu z 14 listopada. Pewnie część graczy miała nadzieję na atak. Nic z tego - w poniedziałek, po niezłym otwarciu, rynek zanurkował. Wtorek był pogłębieniem spadku z dnia poprzedniego. Środa okazała się przełomem. Po słabym początku sesji rynek wyskoczył w górę. Wprawdzie z pomocą koszy zleceń kupna, ale za to przy znacznie większej aktywności, która w trakcie przeceny była mizerna. Środowe odbicie podziałało na byczy obóz ożywczo. Rynek zawrócił bowiem w okolicach długoterminowych wsparć. Poziom 54 tys. na WIG nie został pokonany. To też były czynniki, które zaktywizowały kupujących.
Odbicie odbiciem, ale kluczowy nie był sam fakt zatrzymania przeceny, a pytanie, czy rynek już nie będzie próbował walczyć ze wsparciami, czy też jest to tylko chwilowa przewaga popytu. Te wątpliwości miało rozwiać wyjście cen ponad poziom poniedziałkowego szczytu, czyli chwili, gdy popyt zdecydowanie się nie popisał. Próba została przeprowadzona już w czwartek, ale tylko na terminowym, co uznano za falstart. Wczoraj ceny wahały się w wąskim przedziale pod poziom oporu. Konsolidacja pod oporem to raczej sygnał siły rynku. O ile, oczywiście, nie trwa ona zbyt długo. Wczoraj potrwała zbyt długo, co przełożyło się na spadek w końcowych minutach. Na wykresie godzinowym może pojawić się formacja podwójnego szczytu.
Wyjście cen ponad opór otworzy drogę do ruchu przynajmniej do okolic 3800 pkt, a być może zajdziemy jeszcze wyżej. Jak wysoko zajdziemy, pokaże sam rynek. Wtedy będziemy przyglądać się wsparciom. Porażka byków już na tym poziomie oporu będzie źle odebrana i sprawi, że ponownie będziemy musieli zmierzyć się ze wsparciem, które byłoby bykom bronić znacznie trudniej.
Parkiet