Z połączenia Activision i Blizzarda powstanie firma mogąca zająć pozycję lidera na rynku producentów gier wideo. Electronics Arts, dotychczasowy numer jeden, ma powody do obaw.
Activision Blizzard, bo taką nazwę będzie nosić nowa spółka, znajdzie się pod kontrolą francuskiego koncernu medialnego Vivendi, który obejmie 52 proc. udziałów. Francuzów będzie to kosztowało 9,8 mld USD, jednak tylko 1,7 mld USD wniosą w gotówce. Pozostałe 8,1 mld USD to cena, na jaką wyceniono wnoszonego do spółki Blizzarda, który dotąd był oddziałem Vivendi. Po wczorajszym skoku notowań papierów wartość Activision wynosiła 7,258 mld USD.
Nowa firma będzie zarejestrowana w Kalifornii i notowana na nowojorskiej giełdzie Nasdaq, tak jak dotąd Activision. Ta amerykańska firma znana jest z takich hitów na konsole i pecety, jak "Call of Duty" czy "Guitar Hero". Natomiast flagowym produktem Blizzarda jest sieciowa gra "World of Warcraft", w której uczestniczy kilka milionów graczy.
Jak podano w komunikacie, tegoroczne łączne obroty Activision i Blizzarda powinny wynieść około 3,8 mld USD. Może to wystarczyć, żeby zająć pierwsze miejsce na rynku. - Electronic Arts w końcu ma rywala. Już nie ma wyraźnego numeru jeden ani numeru dwa - podkreślił Michael Pachter z firmy Wedbush Morgan Securities. Electronic Arts słynie z serii gier sportowych, symulujących rozgrywki piłkarskie, ligi koszykówki NBA czy hokeja NHL.
Transakcja z udziałem Activision i Blizzarda od razu wywołała spekulacje, że Electronic Arts łatwo pola nie odda. Ten amerykański koncern mógłby zachować prymat na rynku, gdyby przejął podparyską firmę UbiSoft Entertainment, drugiego co do wielkości producenta gier w Europie. Ma ją na oku od dawna - dwa lata temu przejął 15,4 proc. jej akcji, dających 24,9 proc. głosów - ale zabiegi Amerykanów były uznawane przez UbiSoft za wrogie. Wczoraj papiery UbiSoft podrożały w Paryżu o prawie 5 proc.