- W przyszłym roku płace w Kompanii Węglowej wzrosną o około 10 proc. - zapowiedział wczoraj, z okazji Barbórki, Grzegorz Pawłaszek, prezes górniczego holdingu.
Taka deklaracja oznacza wzrost wynagrodzeń o średnio 450 zł brutto. Szef katowickiej spółki szacuje też, że na koniec 2007 roku przeciętna płaca w kopalniach będzie się wahać, w zależności od stanowiska, od 3,8 tys. zł do 4,5 tys. zł.
Deklaracja prezesa może częściowo uspokoić świętujących górników. Z drugiej strony, czołowe związki działające w Kompanii postulowały wzrost wynagrodzeń w 2008 roku o 14 proc. Kością niezgody są też tegoroczne pobory. Związkowcy chcą wzrostu płac o 6,9 proc. Tymczasem zarząd holdingu tłumaczy, że nie może zaproponować wskaźnika wyższego niż 4,8 proc., choćby z uwagi na sytuację finansową holdingu i jego budżet.
Na to nie chcą przystać cztery związki zawodowe, w tym Solidarność i Związek Zawodowy Górników w Polsce, które na 10 grudnia zapowiedziały referendum strajkowe. Gdyby załoga Kompanii poparła ich żądania, wtedy 17 grudnia mógłby się odbyć całodniowy strajk.
Prezes Grzegorz Pawłaszek w specjalnie przygotowanym liście tłumaczył górnikom sytuację finansową spółki. Wskazał, że w ostatnich latach rośnie zapotrzebowanie na węgiel, ale rosną też koszty jego pozyskania. Holding musi zmagać się z drożejącymi cenami materiałów, usług, maszyn i urządzeń. Wskazał na falę krytyki, jaka spadła na górniczą firmę za zaproponowane, po raz pierwszy od sześciu lat, 15-proc. podwyżki cen węgla dla branży energetycznej.