Największa brytyjska sieć handlowa Tesco na razie wychodzi obronną ręką z trudniejszej sytuacji rynkowej. W przypadku tej spółki płonne okazały się obawy o to, że pogorszenie koniunktury gospodarczej zmusi konsumentów do ograniczenia wydatków.

W brytyjskich sklepach czynnych przynajmniej rok przychody Tesco wzrosły o 4,1 proc. w III kwartale finansowym, zakończonym 24 listopada. Dane te nie dotyczą stacji benzynowych, zlokalizowanych przy supermarketach. Sprzedaż poza Wyspami wzrosła w tym okresie o 21 proc. przy stałych kursach walutowych. Tesco prawie połowę powierzchni handlowej ma za granicą.

Analitycy tej branży są zgodni co do tego, że obserwowana ostatnio powściągliwość brytyjskich konsumentów wydaje się omijać placówki Tesco. Wszystkie podstawowe wskaźniki spółki wykazują wzrost. W tym samym czasie inne firmy handlowe i gastronomiczne informują o spadkach zarówno przychodów, jak i zysków, i jako przyczyny podają rosnące stopy procentowe na Wyspach, rekordowe zadłużenie Brytyjczyków i wyższe ceny żywności, co w sumie zmusza konsumentów do ograniczania wydatków.

Tymczasem dyrektor finansowy Tesco Andy Higginson ujawnił, że spółka dobrze rozpoczęła również sezon świąteczny. - Wprawdzie konsumenci są bardziej ostrożni niż jeszcze na wiosnę, ale jeśli znajdą wartościowy produkt, przygotowani są do wydania pieniędzy - tłumaczył wczoraj.

Co ósmy funt wydany w Wielkiej Brytanii trafia do kas Tesco. Ma ono 31,5-proc. udział w tamtejszym rynku spożywczym, taki sam jak jego główni rywale - Asda i Sainsbury łącznie. Działalność za granicą spółka zaczęła przed 10 laty, a w zeszłym roku pozyskała stamtąd 23 proc. zysku operacyjnego. Ma sklepy m.in. w Chinach, Tajlandii i Słowacji. W Polsce jest 256 placówek Tesco i do końca roku przybędzie kilka. W listopadzie Tesco otworzyło pierwszy sklep w USA i chce ich tam mieć 50.