Od momentu gdy pod koniec listopada indeks S&P500 w sposób gwałtowny zawrócił z poziomu sierpniowego dołka (1406,70 pkt.), a szef Fedu Ben Bernanke zasugerował możliwość obniżenia stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu, sytuacja na Wall Street jest klarowna. Indeks szerokiego rynku uciekł bowiem spod gilotyny, jaką mogło być wybicie poniżej 1406,70 pkt. i utworzenie zapowiadającej spadki formacji podwójnego szczytu. Bernanke natomiast, który wcześniej kluczył w kwestii kolejnych cięć stóp, próbując zwracać uwagę rynków na kwestię inflacji, swą wypowiedzią sprecyzował stanowisko, co prawdopodobnie przesądza o trzeciej w tym roku obniżce. Te dwa wydarzenia sprawiły, że sytuacja amerykańskich giełd, a co się z tym wiąże, również na świecie, stała się dość oczywista. Przynajmniej do 11 grudnia, kiedy zostanie podjęta decyzja dotycząca stóp procentowych, rynkom akcji nie grozi przecena.
W grudniu uwagę inwestorów, oprócz tematu kosztu pieniądza, może jeszcze skupiać inflacja oraz sytuacja na rynku pracy w USA. Ten pierwszy raport zostanie opublikowany już po posiedzeniu, a drugi ujrzy światło dzienne dziś. Oczekiwanie na decyzję FOMC w sposób naturalny zmniejsza siłę oddziaływania danych z rynku pracy. Nie można jednak wykluczać, że w pewnych warunkach dane mogą mieć istotny wpływ na kształtowanie się rynkowych nastrojów.
Prognozy zakładają w listopadzie wzrost stopy bezrobocia w USA
do 4,8 proc., z 4,7 proc. w październiku. Natomiast liczbę nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym szacuje się na poziomie 70 tys.
W kontekście listopadowego raportu ADP, według którego przybyło 189 tys. nowych miejsc pracy w amerykańskim sektorze prywatnym, powyższe prognozy mogą wydawać się niskie. Nie należy jednak zapominać, że raportowi ADP zdarzały się spektakularne wpadki, jak np. w przypadku danych z czerwca 2006. Wówczas pierwszy odczyt ADP pokazał wzrost o 368 tys., podczas gdy dwa dni później oficjalne statystyki poinformowały o przyroście nowych miejsc pracy o 121 tys.