Reklama

Niekończąca się opowieść o PZU i Eureko

Wspomnienia o sukcesach w negocjacjach i dobra pozycja procesowa to za mało, żeby mówić o udanej inwestycji, a kampania reklamowa - żeby na trwałe zyskać sympatię oraz opinię dobrego inwestora

Publikacja: 08.12.2007 09:40

Dużo się ostatnio słyszy i o PZU, i o Eureko. Są trzy powody - kolejne odsłony konfliktu między Eureko a Skarbem Państwa, deklaracje MSP na temat PZU lub sporu z Holendrami oraz... spoty Eureko w telewizji.

Na razie przegrywamy kolejne bitwy procesowe (my - czyli podatnicy) i wygląda na to, że będziemy musieli zapłacić wysokie odszkodowanie. Rosnące, bo - co za paradoks - od lat rośnie wartość PZU.

Ministerstwo skarbu zamierza zasiąść do rozmów: strategię pustych, a na końcu nawet śmiesznych gestów zastępuje strategią negocjacji. Bardzo dobry wybór, bo jest wiele rozwiązań, które można zastosować: z udziałem EBOR i bez, z uwzględnieniem giełdy albo nie, z fuzją z PKO BP lub innym wariantem itd., itp. Rynek jest biegły w inżynierii finansowej, może napisać wiele scenariuszy.

Eureko nie ma szczęścia do polskiego Skarbu Państwa, a Skarb - do Eureko. Nie ma między nimi mięty. Nie było za czasów Wiesława Kaczmarka ani Wojciecha Jasińskiego, najdłużej ostatnio urzędujących ministrów. Nawet Jacek Socha w poszukiwaniu kompromisu nie zaszedł za daleko, być może z braku czasu.

Eureko może z nostalgią wspominać ministra Wąsacza, który sprzedał mu akcje PZU, i z niewiele mniejszą Aldonę Kamelę-Sowińską, która zgodziła się na sprzedaż kolejnych akcji, a przez to oddanie kontroli nad największym polskim ubezpieczycielem. Ale wspomnienia i niezła pozycja procesowa to nie wszystko. To nawet, w dłuższej perspektywie, dosyć mało.

Reklama
Reklama

Ponieważ następcy pani minister jej obietnic nie zrealizowali, jest spór. O zasady i o miliardy. Spór będzie, dopóki strony nie podpiszą traktatu pokojowego. PZU do Holandii przenieść się nie da...

Eureko stara się być może ocieplić wizerunek. We wspomnianych spotach prezentuje się z najlepszej strony jako wielka, godna zaufania i prężna grupa ubezpieczeniowa. Oczywiście, nie ma w nich mowy o tym, że procesuje się z polskim państwem o miliardy złotych odszkodowania. Ani nawet o tym, jaką część potęgi całej grupy stanowi PZU. A właściwie 1/3 PZU, która od lat jest w rękach Eureko. Nie ma też słowa o tym, co dla Polski zrobiło Eureko poza tym, że kupiło, przyznajmy - tanio, 30 proc. akcji. Ba, nie ma chyba wiele o tym, co Eureko zrobiło dla PZU. Szkoda, bo być może zrobiło wiele.

Choć pamiętam też prezesa, jednego z najbardziej zaprzyjaźnionych z zagranicznym inwestorem, który opowiadał przed laty, że PZU znaczyłoby jeszcze więcej. Np. kupiłoby bardzo dużą firmę w regionie - gdyby nie sprzeciw Eureko, który miał znaczenie, bo wtedy zdanie inwestora brane było pod uwagę. Zakup, tłumaczył prezes, pogorszyłby rating akcjonariusza, który zaciągał duże kredyty. O kredytach mówił też minister Kaczmarek, i chyba nie tylko on, sugerując, że stąd mogły pochodzić pieniądze na zakup akcji PZU. Czy w świetle tych wypowiedzi można dziwić się podejrzliwości nadzoru finansowego, który nie wydał Eureko zgody na przekroczenie progu 33 proc. głosów na WZA?

Cieplejszy wizerunek czy lepsza rozpoznawalność mogą być efektem spotów w TV. Ale to za mało. Kluczowe znaczenie dla postrzegania Eureko będą miały nie medialne kampanie, ale faktyczna zdolność do kompromisu i pragmatyzm. Bo tak naprawdę obie strony potrzebują w tej sprawie sukcesu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama