Reklama

Szanse i zagrożenia

Dla polskiego sektora elektroenergetycznego zapowiada się wyjątkowo ciekawy okres. Zmiany, które zaszły przez ostatnie dwa lata, okazały się istotne, ale wszyscy wiedzą, że potrzeba dalszych reform. Co z cenami energii? Jak potoczą się losy zapowiadanej od dawna prywatyzacji? W jaki sposób przystosujemy się do tzw. trzeciego pakietu liberalizacyjnego, przedstawionego niedawno przez Komisję Europejską? I co z naszym bezpieczeństwem energetycznym?

Publikacja: 10.12.2007 09:47

Ostatnie miesiące przyniosły w branży ognistą dyskusję na temat tego, czy polski sektor elektroenergetyczny jest konkurencyjny, czy też konkurencji w nim za grosz. Spory, w których wypowiedziały się największe autorytety, rozgorzały przy okazji lipcowej liberalizacji rynku energii elektrycznej i przymiarek do uwolnienia cen energii.

Od 1 lipca polski rynek elektroenergetyczny jest konkurencyjny. Tak stwierdził np. Adam Szafrański, który jako prezes Urzędu Regulacji Energetyki postanowił zwolnić spółki obrotu z corocznego obowiązku przedstawiania taryf do zatwierdzenia przez URE. Posypały się jednak głosy, że przez zwolnienie z tego obowiązku od nowego roku firmy "na dzień dobry" podyktują gospodarstwom domowym ceny wyższe o 10-15 procent. Odchodzący premier Jarosław Kaczyński odwołał prezesa Szafrańskiego.

Na jego miejsce powołano Mariusza Sworę, który stwierdził, że przy obecnym kształcie sektora ceny energii elektrycznej nie mogą kształtować się na skutek gry wolnorynkowej. I postanowił obowiązek taryfowy przywrócić. Decyzję tę podjął przy nieskrywanej dezaprobacie branży. W końcu to jej przedstawiciele akcentują, że w obecnych warunkach cenowych nie da się inwestować, a w sąsiednich krajach Unii energia elektryczna jest o jedną trzecią droższa. Niezależnie jednak od tego, ile czasu potrwają przygotowania do cofnięcia decyzji administracyjnej wydanej przez Adama Szafrańskiego, spółki obrotu i tak wolą zgłosić do URE swoje taryfy do zatwierdzenia na przyszły rok. W całym tym zamieszaniu lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność.

Obecny rząd nie zajął dotychczas jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Wicepremier oraz szef resortu gospodarki Waldemar Pawlak deklarował niedawno, że prowadzi obecnie korespondencję z prezesem URE w tej sprawie. Jest to jednak urząd niezależny i podejmuje działania w oparciu o obowiązujące przepisy i Ministerstwo Gospodarki nie powinno mocno ingerować w jego działania. A niezadowolonym spółkom zawsze przysługuje prawo odwołania do Sądu Ochrony Konkurencji i Kosumentów. Z kolei zdaniem posłów z parlamentarnego zespołu ds. energetyki, nowy rząd powinien w niedługim czasie zająć jednoznaczne stanowisko w tej sprawie.

Mamy więc konkurencję czy nie? Zakłady energetyczne od lipca wydzieliły z założenia niezależnych Operatorów Systemów Dystrybucyjnych. Co więcej, wszyscy odbiorcy w kraju mają prawo do tego, aby sprzedawcę energii elektrycznej zmienić i zapisać się tam, gdzie im będzie lepiej. Tyle że zmiany te faktycznie zaszły tylko na papierze. Nie widać na razie, żeby spółki obrotu biły się o klientów. Gospodarstwa domowe nie są w Polsce zainteresowane tym, co dzieje się na rynku. Zmiana sprzedawcy energii wiąże się z uporaniem się z szeregiem formalności, a warunki finansowe oferowane przez poszczególnych sprzedawców wiele się od siebie nie różnią.

Reklama
Reklama

Presja ze strony branży na wzrost cen jest bardzo mocna. Kopalnie węgla kamiennego (na którym opiera się polska elektroenergetyka), chciałyby od nowego roku podnieść ceny surowca o 15 procent. Wzrost ten na ostateczną cenę energii przekłada się w około połowie. Do tego doliczyć trzeba drożejące, bo wymagane w coraz większej ilości unijnymi przepisami świadectwa pochodzenia energii ze źródeł odnawialnych. Pojawiają się głosy, że niezależnie od tego, czy taryfy wrócą, czy nie, nie ma możliwości, aby wzrost opłat za energię po 1 stycznia 2008 roku utrzymał się na poziomie z poprzednich lat, czyli nigdy ponad 3 punkty procentowe ponad inflację. Szacowane podwyżki kształtują się na poziomie 8-12 procent. Nie wpłynie na to planowane na koniec tego roku rozwiązanie kontraktów długoterminowych ("słynnych KDT-ów") zawartych między wytwórcami a Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi.Struktura rynku wytwórców

Dlatego powtarza się postulat, aby promować wolny rynek w energetyce, co pozwoli utrzymać wzrost cen "na rozsądnym poziomie". Po stronie wytwórców o konkurencji trudno mówić. Około 70 proc. rynku obejmują cztery państwowe holdingi: Polska Grupa Energetyczna, Tauron Polska Energia, Enea i Energa. Pozostałe elektrownie zostały, przynajmniej w części, sprywatyzowane.

Przeprowadzona w ostatnich miesiącach konsolidacja państwowych firm z sektora ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Osoby popierające budowę czterech grup energetycznych mówią, że tylko dzięki konsolidacji państwowa energetyka może osiągać duże wzrosty wartości (mające sięgać w średnim okresie nawet 30 procent pierwotnej wyceny). Ma to być sposobem na podołanie niezbędnym i pilnym już inwestycjom. Drugim z argumentów za łączeniem jest to, że tylko duże podmioty będą w stanie konkurować z silnymi graczami, którzy dominują na rynku europejskim.

Z kolei krytyka konsolidacji opiera się na tym, że koncentracja zabija konkurencję w branży. Ten argument traci jednak na mocy, jeśli porównamy wielkość krajowych podmiotów z ich odpowiednikami z krajów UE. Dla przykładu: największa na rynku Polska Grupa Energetyczna dysponuje mocami wytwórczymi ponad dwanaście razy mniejszymi niż EdF czy niemal pięciokrotnie mniejszymi niż RWE. Trudniej już obalić tezę, że polskie władze przez ostatnie dwa lata nie włożyły wystarczającego wysiłku do tego, aby promować liberalizację, ponieważ skupiły się przede wszystkim na konsolidacji. Ta zresztą bywa nazywana wyłącznie ręcznym sterowaniem i administracyjnym łączeniem. Do tego, aby mogła nastąpić faktyczna integracja i nastąpiły tzw. efekty skali i synergii oraz oszczędności, trzeba jeszcze sporo czasu. Dopiero teraz startuje np. wprowadzanie systemów informatycznych, które pozwolą na dokonywanie zintegrowanych, dużo tańszych zakupów.

Powrotu już nie ma

Niezależnie jednak od tego, czy konsolidacja jest dla kogoś z założenia dobra, czy zła, obecnej struktury rynku nikt na razie nie będzie zmieniał. Wśród polityków obecnego rządu nie brakuje krytyków, którzy swego czasu deklarowali, że o ile się da, to część połączeń trzeba będzie cofnąć. Jednak po szybkich analizach okazało się, że byłoby z tego więcej szkody niż pożytku.

Reklama
Reklama

Obecnie przedstawiciele ministerstwa skarbu deklarują, że holdingi energetyczne będą w ekspresowym tempie szykować się do prywatyzacji. Zarządy spółek również nie ukrywają, że prowadzą intensywne prace, aby w nadchodzących miesiącach przygotować się do IPO. Chodzi przede wszystkim o poznańską Eneę, której akcje już w połowie przyszłego roku powinny być do kupienia na Giełdzie Papierów Wartościowych. Na jakim etapie są przygotowania do debiutu? Na ukończeniu jest procedura wyboru doradcy inwestycyjnego. Mówi się, że będzie nim jeden z dużych banków inwestycyjnych, takich jak Goldman Sachs czy Credit Suisse.

Zarówno Enea, jak i wniesiona w tym roku do Enei Elektrownia Kozienice, już w poprzednich latach sposobiły się do wejścia na GPW. Obie spółki dysponują przygotowanymi wcześniej analizami i prospektami emisyjnymi, ale potrzeba nowego doradcy, który te prospekty zintegruje. Na to potrzeba trochę czasu. Zwłaszcza że specjaliści do spraw giełdy podkreślają, że najważniejsze jest nie przygotowanie analiz i dokumentacji, ale przedstawienie potencjalnym inwestorom strategii rozwoju i planów inwestycyjnych.

Potrzeba kosmicznych kwot

Państwowe grupy energetyczne prześcigają się w przedstawianiu kwot, które miałyby zainwestować w nadchodzących latach. Przoduje tu Polska Grupa Energetyczna, która do 2025 roku chciałaby wybudować do najmniej 10 GW nowych mocy wytwórczych. W puli tej powinien znaleźć się przynajmniej jeden blok atomowy. Jak oszacować koszt takich przedsięwzięć? Dzisiaj, nawet przy ostrożnych ocenach, mówi się o wydatkach rzędu 1,5 mld euro za gigawat. Generatory atomowe są jeszcze droższe.Dlatego PGE intensywnie przygotowują się do wejścia na giełdę w drugiej połowie, możliwe że w ostatnim kwartale, przyszłego roku. Sprawujące nadzór właścicielski nad holdingiem ministerstwo skarbu deklarowało dotychczas, że docelowo sprywatyzowanych zostanie do 35 procent walorów całej Grupy. Jednak zarządzający nią podkreślają, że warto byłoby nie tylko sprzedać część akcji znajdujących się w rękach Skarbu Państwa, ale podwyższyć kapitał spółki i sprzedać nowe akcje. Czy Skarb Państwa się na to zgodzi? Z naszych rozmów z przedstawicielami ministerstwa skarbu wynika, że sprawa nie jest jeszcze ostatecznie przesądzona. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że nowi urzędnicy MSP przyjmą model upublicznienia podobny do tego, który planowali ich poprzednicy. Oznaczałoby to, że w IPO znajdzie się 10-15 proc. akcji PGE i będzie to pakiet z dokapitalizowania. Wiceminister skarbu, odpowiedzialny obecnie za sektor elektroenergetyczny, Jan Bury, potwierdził niedawno, że w prywatyzacji spółek z branży mogą brać udział inwestorzy branżowi. Jednak na pewno nie w "pierwszym rzucie" prywatyzacji energetyki. W 2008 roku w grę wchodzi wyłącznie giełda.

Nic nie trwa wiecznie

W późniejszym okresie poszukiwanie inwestorów branżowych może się okazać o wiele bardziej korzystne niż wprowadzanie spółek na GPW. Nie chodzi tylko o to, że Komisja Europejska cały czas podejmuje działania mające doprowadzić do utworzenia prawdziwego, wspólnego unijnego rynku energii i wiele europejskich firm miałoby prawdopodobnie dużą chęć, żeby inwestować w Polsce. Krajowy sektor energetyczny ma duży potencjał wzrostu: prognozowane zużycie energii elektrycznej przy obecnym rozwoju naszej gospodarki może rosnąć około 4 proc. w skali jednego roku. Ale nic nie trwa wiecznie. Wielu ekonomistów przypuszcza, że w kolejnych latach polska gospodarka nie będzie rozwijać się już tak szybko jak obecnie. A wtedy i koniunktura na GPW będzie już nie ta i wzrosty notowań mogą być dużo niższe od oczekiwanych.

Reklama
Reklama

Europa też czegoś

od nas chce

Niezależnie jednak od tego, jakie okażą się plany obecnego rządu wobec polskiej energetyki, należy pamiętać, że Polska nie jest żadną enklawą. Musimy być otwarci na Europę i implementować do swoich regulacji unijne przepisy. Od lipca, jak zakładały wcześniej przygotowane regulacje, europejski rynek energii został w pełni otwarty. W związku z tym Komisja Europejska postanowiła przedstawić trzeci pakiet liberalizacyjny, w myśl którego wskazane jest rozdzielenie działalności wytwórczej i przesyłu energii. Kilka krajów UE już zaczęło protestować w tej sprawie. Wzmocnieni mają zostać regulatorzy i ich rola w promowaniu konkurencji. Większy nacisk ma być kładziony na promowanie współpracy i inwestycji transgranicznych.

Jak wygląda dotychczas współpraca Polski z naszymi sąsiadami w sprawach elektroenergetyki, pokazują doświadczenia w sprawie budowy mostu Polska-Litwa oraz naszego udziału w budowie elektrowni atomowej w Ignalinie. Mimo trwających latami negocjacji, nie udaje się osiągnąć przełomowych porozumień w tej sprawie. Ostatnia wizyta premiera Donalda Tuska na Litwie pozwala myśleć, że nowy rząd przyspieszy prace w tej sprawie. Jako pozytywne zjawisko należy uznać również to, że Andris Piebalgs, unijny komisarz ds. energii, zatwierdził niedawno program prac w tej sprawie, przedstawiony przez profesora Władysława Mielczarskiego, który jest unijnym koordynatorem ds. budowy połączeń elektroenergetycznych między Niemcami, Polską i Litwą. Dlatego należy mieć nadzieję, że obecny rząd dołoży starań, aby nasza współpraca z sąsiadami w sprawach elektroenergetyki była rozszerzana.

Polski rynek energii

Reklama
Reklama

w liczbach

161,69 TWh

- tyle wynosi obecnie roczna krajowa produkcja energii elektrycznej brutto

15,8 miliona

- taka jest od 1 lipca 2007 roku liczba polskich odbiorców energii elektrycznej uprawnionych do zmiany sprzedawcy

Reklama
Reklama

1,7 miliona - tylu było odbiorców uprawnionych

do zmiany sprzedawcy na koniec 2006 roku (wszyscy z wyjątkiem gospodarstw domowych)

4,91 miliona

- tylu odbiorcom w 2006 roku sprzedawały energię spółki, które weszły w skład Polskiej Grupy Energetycznej

69,8 procent

Reklama
Reklama

- taką część energii elektrycznej wytwarzanej

w Polsce produkują zakłady w całości należące do Skarbu Państwa

51,7 procent

- udział w rynku, jaki w swoich rękach skupiają

w tym roku trzej najwięksi wytwórcy

138,46 złotego

- na takim poziomie ukształtowała się cena jednej megawatogodziny energii elektrycznej sprzedawanej przez spółki wytwórcze

150 złotych

- szacuje się, że w takich granicach może ukształtować się w 2008 roku cena

1 MWh w obrocie hurtowym

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama