Mimo nerwowej atmosfery na GPW firma Sanechem nie rezygnuje z debiutu na giełdzie. - Zamierzamy pojawić się na warszawskim parkiecie pod koniec pierwszej połowy przyszłego roku - zapowiada Ryszard Dymny, prezes i właściciel Sanechemu (ma 95 proc. udziałów). Dodaje, że spółka chce sięgnąć po 25-30 mln zł.
Sanechem działa w dwóch obszarach. Pierwszy to produkcja środków chemicznych, wykorzystywanych do mycia i dezynfekcji w przemyśle mięsnym. Druga "noga" to biznes spożywczy: zaopatrywanie restauracji i własnych sklepów w importowane produkty. - Dynamicznie rozwijamy sieć. Teraz mamy dziewięć sklepów. Dziesiąty otworzymy w styczniu 2008 roku - informuje prezes Sanechemu. Dodaje, że w sumie w przyszłym roku sieć ma się powiększyć o pięć lub sześć nowych sklepów. - Ruszamy też z ekspansją zagraniczną. Mamy propozycję, aby otwierać nasze placówki w galeriach handlowych w Wilnie. Pierwszy sklep powstanie w tym mieście prawdopodobnie na początku 2009 roku - zapowiada prezes Dyjas.
Za pieniądze z giełdy Sanechem zamierza kupić kilka firm zaopatrujących gastronomię, rozszerzyć zaplecze chłodnicze i rozwinąć logistykę.
W minionym roku grupa Sanechemu zarobiła na czysto około 370 tys. zł, przy przychodach wynoszących 50 mln zł. Prognozy na ten rok to około 2 mln zł zysku netto i 67 mln zł obrotów. - Podtrzymujemy te plany - deklaruje prezes.