Po raz kolejny w ostatnich miesiącach powtarza się sekwencja, w ramach której ruchowi w dół towarzyszy duża aktywność inwestorów, natomiast zaczyna maleć, gdy amerykański rynek zyskuje. Od dwóch tygodni obroty na parkiecie w USA pozostawiają wiele do życzenia. Było to szczególnie widoczne w końcówce minionego tygodnia. Jakie znaczenie ma ograniczona aktywność inwestorów? Gdy kursy zyskują, nie jest to aż tak ważne. Problem pojawia się, gdy rzeczy zaczynają iść nie po myśli kupujących. Wtedy okazuje się, że nie ma komu bronić rynku przed zniżką i traci tak samo szybko, jak zyskiwał.
Wydaje się, że rynki zdyskontowały obniżkę przynajmniej o 0,25 pkt proc. Jeśli do niej dojdzie, to reakcje będą zależeć od tego, czy komentarze towarzyszące decyzji zostawi nadzieje na dalsze obniżki. Jeśli do cięcia stóp nie dojdzie, a okaże się, że przeszkodą była wysoka inflacja, giełdy powinny stracić, a w górę skoczy rentowność obligacji. Stopy mogą jednak utrzymać się na niezmienionym poziomie, a uzasadnieniem będzie brak konieczności takiego działania. Wtedy dochodowość obligacji poszłaby w górę, ale giełda mogłaby nie spaść. W kontekście danych o słabnących nastrojach konsumentów i wciąż złej sytuacji na rynku nieruchomości to jednak mało realny scenariusz. Wiele o możliwych reakcjach na postanowienie władz monetarnych w USA może powiedzieć ostateczne zakończenie poniedziałkowej sesji. Pierwszy raz od dość dawna pokazały się lepsze od spodziewanych dane o sprzedaży domów, oparte na podpisanych umowach przez pośredników. Jednocześnie stowarzyszenie zrzeszające firmy działające w branży nie- ruchomości podniosło nieznacznie prognozy sprzedaży domów na ten i przyszły rok. Zapowiedziało również niewielki wzrost cen w 2008 r.
To od razu podciągnęło kursy akcji w górę, zbiło ceny obligacji. Jeśli zwyżka po tych dobrych wiadomościach nie utrzymałaby się do końca sesji, otrzymalibyśmy wyraźny znak, że wyższa dochodowość papierów skarbowych szkodzi giełdzie.
PARKIET