Przynajmniej za częścią listopadowego spadku cen akcji małych i średnich spółek mogła stać podaż walorów ze strony banków, które wcześniej udzieliły kredytów na inwestycje.
- Klienci, którzy kupowali akcje na kredyt, zaczęli mieć problemy ze spłatą zobowiązań. Banki zaczęły więc sprzedawać akcje, które były zabezpieczeniem udzielonych pożyczek - wyjaśnia Marek Sakowski, wiceprezes PTE Pekao.
Zabezpieczeniem takiego kredytu są zwykle akcje na rachunku maklerskim. Bank uzgadnia z klientem, że wartość zabezpieczenia nie może spaść poniżej określonego poziomu. Jeżeli jednak tak się stanie, to kredytobiorca dostaje wezwanie do wniesienia dodatkowego kapitału, a gdy tego nie zrobi, bank ma prawo sprzedać akcje.
W takich sytuacjach trafiają one na rynek bez względu na cenę. To przyczynia się do pogłębienia spadków. - Mieliśmy do czynienia z tym, że akcje nawet dobrych podmiotów spadały o 10-30 proc. w ciągu jednego dnia - wyjaśnia Jacek Michalewski z Noble Banku.
Ryzykowni debiutanci