"Wzrost cen w listopadzie spowodowany był głównie bardzo silnym wzrostem cen żywności (o 1,5% m/m), wzrostem cen paliw (o 1,3% m/m) oraz wzrostem cen użytkowania mieszkań (o 0,4% m/m). Dzisiejsze dane wskazują na to, że inflacja na koniec tego roku wyniesie 3,7-3,8% r/r" - tłumaczy główny ekonomista Banku BPH Ryszard Petru.
Jego zdaniem, wzrost wskaźnika CPI musi spowodować rewizję prognoz - ocenia on, że inflacja bazowa netto wyniesie 1,5% wobec 1,4% szacowanych przez BPH wcześniej.
Podobnie październikowe dane oceniają inni analitycy, którzy wskazują kolejne powody wzrostu wskaźnika CPI. Niektórzy z nich są większymi pesymistami niż Ryszard Petru i wyżej szacują grudniową inflację.
"Ceny żywności i napojów bezalkoholowych oraz paliw były bliskie naszych prognoz. To, co odegrało istotną rolę, to niewielkie przyspieszenia cen w kategoriach odzież i obuwie (0,2%m/m), użytkowanie mieszkania i nośniki energii (0,4% m/m) czy hotele i restauracje (0,6% m/m) - te czynniki podbijają prognozę inflacji bazowej z 1,4%r/r do 1,5%r/r w listopadzie. Powyższe dane przesuwają także nieco w górę oczekiwania dotyczące CPI na koniec grudnia, do 4,0-4,1%r/r" - analizuje ekonomista Banku Pekao SA Marcin Mrowiec.
"Drugi miesiąc z rzędu wzrosły ceny obuwia i odzieży i jest to pierwsza taka sytuacja od 2004 roku. Trzeci miesiąc z rzędu ceny w restauracjach i hotelach rosną przynajmniej o 0,5% miesięcznie i jest to zjawisko nie obserwowane od początku 2001 roku. Świadczy to w sposób oczywisty o przełożeniu się wyższych dochodów ludności na konsumpcję, która w sytuacji presji kosztowej kończy się wzrostami cen. Coraz szybciej rosną także koszty wyposażenia mieszkania, a pamiętajmy, że większość mieszkań z zeszłorocznego boomu na rynku nieruchomości ciągle czeka na wykończenie" - dodaje analityk X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień.