Reklama

2008 rokiem złotego? Znowu?

Złoty zdołał prześcignąć waluty z Islandii i RPA, czyli krajów, w których banki centralne utrzymują główne stopy na dwucyfrowym poziomie

Publikacja: 17.12.2007 07:44

W kończącym się roku złoty po raz kolejny okazał się gwiazdą rynków wschodzących. Zdołał umocnić się nawet do słowackiej korony, która to przecież powinna - teoretycznie przynajmniej - dużo zyskać w związku ze spodziewanym przystąpieniem do strefy euro w 2009 r. Co więcej, mimo popularności tzw. carry trade, który polega na pożyczaniu pieniędzy w krajach o niskiej stopie procentowej i lokowaniu w krajach o wysokim oprocentowaniu, złoty zdołał prześcignąć waluty z Islandii i RPA, czyli krajów, w których banki centralne utrzymują główne stopy na dwucyfrowym poziomie. W zasadzie jedyną walutą z regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka), z którą nie poradził sobie złoty, była turecka lira, czyli ostateczny kierunek wszystkich szukających mocnych wrażeń i wysokich stóp procentowych.

Czy kontynuacja tego tryumfalnego marszu złotego jest możliwa? Jak najbardziej. Zwróćmy uwagę, że czynniki, które przemawiały za umocnieniem nie straciły na aktualności - inwestycje płyną do Polski szerokim strumieniem (2008 r. będzie najprawdopodobniej trzecim rokiem z rzędu, kiedy FDI przekroczą 10 mld euro), podobnie fundusze unijne. "Wielka emigracja" w dalszym ciągu przysyła pieniądze, a kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich wciąż są popularne. Na to wszystko nakładają się znakomite wyniki gospodarki i rosnące stopy procentowe.

Problemy są w zasadzie tylko trzy. Po pierwsze, w dalszym ciągu nie wiadomo, jakie będą konsekwencje światowego kryzysu kredytowego - kolejne banki muszą spisywać część aktywów na straty, a stopy na rynkach międzybankowych są zdecydowanie wyższe niż wskazywałaby na to zwykła kapitalizacja oficjalnych stóp banków centralnych. Najprawdopodobniej Fed będzie zatem zmuszony w dalszym ciągu ciąć stopy procentowe, ale w warunkach tak dużej niepewności nie jest to jednoznacznie dobry sygnał dla złotego. A przecież Rezerwa Federalna nie jest odosobniona w swoich obawach - Bank Kanady i Bank Anglii również stoją przed koniecznością obniżenia stóp procentowych. Po drugie, powiększa się nam deficyt na rachunku bieżącym. Nie jest to może nic nadzwyczajnego w kraju, w którym popyt wewnętrzny ma się znakomicie, a waluta bije rekordy wartości, ale pamiętajmy, że umocnienie złotego zapoczątkowane w 2004 r. było w dużej mierze wynikiem lawinowego wzrostu eksportu, który ostatnio ma się gorzej. Moim zdaniem, deficyt na rachunku obrotów bieżących może się zbliżyć w 2008 r. do 5 proc. produktu krajowego brutto. Nie będzie to żadną katastrofą, ale może wywołać obawy o kontynuację aprecjacji polskiej waluty. Dodać do tego należy rosnące inwestycje polskich firm za granicą, które obniżają saldo bezpośrednich inwestycji zagranicznych i sprawiają, że Polska musi w większym stopniu polegać często na krótkoterminowych inwestycjach finansowych. Po trzecie, wreszcie inflacja w Polsce zdecydowanie wzrosła i najprawdopodobniej przekroczy 4 proc. w 2008 r., co obniża realną stopę procentową.

Dobrą wiadomością dla liczących na dalszą aprecjację złotego jest to, że polska gospodarka wygląda dużo lepiej niż np. węgierska lub rumuńska, co stawia nas w gronie głównych celów dla światowych inwestorów. Odzwierciedlone to jest w większości prognoz, które mówią, że złoty zakończy przyszły rok na poziomie 3,40-3,50 za euro.

strateg rynków wschodzących

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama