Białoruskie władze mogą odtrąbić sukces. Białorusinom udało się uniknąć drastycznej podwyżki cen gazu, która groziła im jeszcze w ubiegłym tygodniu. Ostatecznie Mińsk będzie płacić Rosjanom w przyszłym roku po 119 dolarów za 1000 m sześc. gazu ziemnego, co oznacza wzrost ceny o 19 proc. Oficjalnie przedstawiciele Gazpromu deklarują, że koszt paliwa dla Białorusi jest powiązany z cenami na świecie.
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, Rosjanie mieli sprzedawać surowiec Białorusinom za 67 proc. średniej ceny dla krajów europejskich. Większość ekspertów przewidywała, że gaz może podrożeć do poziomu 160-165 dolarów za 1 tys. m sześc. Sam Mińsk liczył, że uda się mu wynegocjować cenę 125 USD. Stało się inaczej, a Gazprom zdecydował się dopłacić do interesu.
Analitycy nie mają wątpliwości, że krok Rosjan ma podtekst polityczny. - Moskwa chciała mieć pewność, że Mińsk będzie stał po jej stronie - uważa Dmitrij Abzałow z Centrum Politycznej Koniunktury. Natomiast Jekaterina Krawczenko, analityk domu maklerskiego Brokerkreditserwis, podkreśla, że to, ile Białorusini będą płacić za gaz w ciągu roku, zależy m.in. od sytuacji politycznej w Rosji.
W podpisanej umowie Gazprom zostawił sobie furtkę, która pozwala mu podwyższyć cenę gazu dla Białorusi po pierwszym kwartale nadchodzącego roku. - 119 dolarów to kwota obowiązująca do końca marca. Mało prawdopodobne, aby gaz nie podrożał po tym okresie. Przecież już teraz cena, po jakiej jest sprzedawany Białorusinom, znacznie odbiega od światowej normy - zwraca uwagę Walerij Niestierow, analityk banku inwestycyjnego Troika-Dialog z Moskwy.
Gazowe przywileje to niejedyny podarunek Moskwy dla Mińska. Rosja udzieliła jeszcze 1,5 mld USD preferencyjnego kredytu, który pozwoli białoruskiej gospodarce przeżyć skutki podwyżki.