Do ponad dolara (91,5 USD za baryłkę) podskoczyły wczoraj notowania ropy naftowej w reakcji na informację o spadku zapasów tego surowca w USA. Jak podał Departament Energii w Waszyngtonie, amerykańskie rezerwy ropy obniżyły się w ubiegłym tygodniu o 7,59 miliona, do 296,9 miliona baryłek. Jest to poziom najniższy od lutego 2005 r., czyli prawie od trzech lat. Sam spadek zapasów nie był zaskoczeniem, choćby dlatego, że w zeszłym tygodniu aż przez 78 godzin z powodu mgły był zamknięty kanał Houston, którym transportuje się importowane do USA paliwa. Jednak analitycy spodziewali się, że zapasy skurczą się tylko o 1,5 mln baryłek.

Analitycy ostrzegają, że problemy z odbiorem surowca w porcie w Houston mogą się ponowić - często występują właśnie w porze zimowej. Mocniej, o 1,3 USD, zdrożała wczoraj ropa Brent w Londynie, za którą płacono po 91,54 USD. Za ropę WTI, którą handluje się w Nowym Jorku, płacono po 91,18 USD za baryłkę, o ok. 70 centów więcej niż dzień wcześniej. W porównaniu z poprzednią środą oba rodzaje surowca i tak były jednak o ok. 3 USD tańsze. Ropa taniała pod koniec zeszłego i na początku tego tygodnia, co było wyrazem niewiary inwestorów w powodzenie akcji poprawiania płynności na rynku finansowym, zainicjowanej przez amerykański bank centralny, a co za tym idzie - także w możliwości pobudzenia wzrostu gospodarczego na świecie, który mógłby znów zwiększyć popyt na surowce.

Czynnikami sprzyjającymi spadkom notowań była także decyzja o zakończeniu akcji strajkowej we francuskich rafineriach Totala i wycofanie się wojsk tureckich z północnego Iraku.