Profesjonalne inwestowanie w nieruchomości polega na tym, że jest to inwestycja długoterminowa i jej elementem składowym jest przychód z wynajmu. Jeżeli zysk z wynajmu będzie pokrywał chociażby odsetki od kredytu, to już jest to dobra inwestycja. Poza tym, jeżeli chodzi o wynajem mieszkań, to jest to działanie perspektywiczne. Drożeją kredyty. Coraz mniej osób stać tym samym na kupno mieszkania. Ich zdolności kredytowe są ograniczone. A mieszkać gdzieś muszą. Co im pozostaje? Wynajem. To spowoduje wzrost cen...
Są jednak granice tego wzrostu.
Oczywiście. To wszystko tworzy jednak mechanizm naczyń połączonych, w którym rynek mieszkań do wynajęcia na pewno będzie istniał - bo najzwyczajniej jest potrzebny. Dlatego inwestowanie tutaj ma sens.
Trochę innym obszarem na rynku wynajmu są inwestycje w miejscoNa przykład jeżeli chodzi o polskie wybrzeże, to racjonalne inwestowanie dzisiaj ma sens wyłącznie w obiekty o co najmniej podwyższonym standardzie - z recepcją, basenami, spa, salami konferencyjnymi. Warto wydać pieniądze na projekty, które będą pracować - czyli zarabiać - nie tylko przez dwa czy trzy miesiące w roku.
Czyli bardzo ostrożnie trzeba wybierać projekty.
Na pewno tak - w końcu wydajemy własne pieniądze.
Jak z tego widać, jest na rynku nieruchomości trochę miejsca do inwestycyjnego działania. Tym najkorzystniejszym na najbliższe dwa-trzy lata jest jednak, o czym już wspomniałem, segment mieszkań luksusowych. Niestety, znalezienie tutaj czegoś jest ogromnie trudne. Natomiast zyskowność takiej inwestycji oceniam dzisiaj nawet na 30-40 procent w ciągu trzech lat. Jednak ci, którzy na rynku nieruchomości chcą zarabiać, powinni skupić się na rynku zagranicznym. No, bo skoro kilka lat temu mogli u nas kupować Irlandczycy, Brytyjczycy, Hiszpanie, to nie ma żadnego powodu, by dzisiaj Polak nie kupował mieszkania gdzieś poza granicami naszego kraju?
Ale czy dzisiaj nie jest już za późno na inwestowanie w Rumunii, Bułgarii?
Oczywiście, dzisiaj jest już za późno na Rumunię. Na Bułgarię może nie do końca, bo wchodzi tam chociażby 10-proc. podatek liniowy. Natomiast są jeszcze inne miejsca, które warto dostrzec. Na przykład, patrząc na apartamenty górskie, można znaleźć chociażby na Słowacji, niedaleko Zakopanego, apartamenty, które są o połowę tańsze od oferty pod Giewontem. A przeszkód, granic żadnych nie ma, żeby tam kupować.
Jeżeli chodzi o apartamenty wakacyjne, to ciągle na Karaibach można kupić bardzo interesujące nieruchomości nawet o połowę taniej niż nad Bałtykiem. Są też inne kraje, które bardzo szybko się rozwijają. My mieliśmy na przykład apartamenty w Malezji w cenie 3 tys. zł za metr kwadratowy. A był to luksusowy obiekt, z basenem na dachu, z widokiem na dwie najwyższe wieże na świecie Petronas Twin Towers, całkowicie wykończony pod klucz, z garażami. Dodatkowo jest tam całkowite zwolnienie z zysków kapitałowych.
A jakim ryzykiem obarczone są te inwestycje?
Ryzyko jest bardziej psychologiczne niż faktyczne. Wiąże się z tym, że kupujemy coś, co się znajduje tysiące kilometrów stąd i trzeba tam lecieć 15 godzin samolotem. Poza tym innego ryzyka nie dostrzegam. Ale żeby dokonać tam zakupu, nie trzeba wcale opuszczać Polski. Poza tym jakże często inwestujemy na przykład na giełdzie, kupując akcje spółki, o której wiemy bardzo niewiele, a w samej firmie też nigdy nie byliśmy. A dla inwestorów globalnych to taka Malezja jest chyba mniej ryzykowna niż Polska - tam obowiązują wyjątkowo ostre regulacje prawne dotyczące deweloperów, cały system prawny jest bez wątpienia dużo bardziej stabilny niż nasz... To ryzyko, o które pan pyta, tkwi naprawdę w mentalności. My w dużej części jeszcze nie przełamaliśmy pewnych schematów. Polacy dopiero uczą się inwestować na szerokim
rynku.
Inny przykład kraju, w którym można zarobić, inwestując w nieruchomości, to Brazylia. Dobra sytuacja gospodarcza plus obniżki stóp procentowych stwarzają tam bardzo perspektywiczny rynek.
W Ameryce Południowej pojawia się jednak ryzyko polityczne. I to chyba spore.
Nie przesadzałbym z tym. Zapewne dla Europejczyka stabilność polityczna Starego Kontynentu jest większa, ale w Europie nie da się już tak spektakularnie zarabiać na rynku nieruchomości. Dlatego, moim zdaniem warto, to ryzyko ponieść.
Dziękuję za rozmowę.
fot. archiwum