Powrót inwestorów po świątecznej przerwie był udany dla posiadaczy długich pozycji. Sesja zaczęła się zwyżką i na plusach się zakończyła. Można taki przebieg notowań tłumaczyć na wiele sposobów. Dla jednych to efekt końca roku i poprawiania wyniku przez zarządzających kapitałami.
Dla innych to konsekwencja wcześniejszych sygnałów technicznych. Przyczyna zwyżki jest tu sprawą wtórną. Liczy się to, że ceny wzrosły, oraz ewentualnie styl tego wzrostu.
Prawda może leżeć gdzieś pośrodku, bo zwykle na dany ruch cen składa się kilka równoległych czynników. Wzrost cen sprzyja zarządzającym, co jest bezdyskusyjne, a końcowe sesje roku, przy oczekiwanej niskiej aktywności, sprzyjają, by niewielkim kosztem podnieść wycenę wielomiliardowych portfeli. Wczoraj obrót na koniec sesji ledwie przekroczył 700 mln złotych, a więc do podniesienia cen wystarczyło nieco ponad 350 mln złotych. To nie jest wiele, jeśli weźmiemy pod uwagę skalę zmiany wycen. Scenariusz ten jest często podważany przez tych, którzy sądzą, że poszczególne fundusze ze sobą walczą, obniżając ceny niektórych spółek, by dokuczyć zaangażowanym w te spółki konkurentom.
Kto ma rację?
Jeśli walka trwa, to raczej na mniejszych spółkach.