Reklama

Czas surowców jeszcze się nie skończył?

Ceny ropy naftowej otarły się o 100 dolarów za baryłkę, złoto zbliżyło się do 1000 dolarów za uncję, a pszenica przekroczyła 10 dolarów za buszel - na rynku surowców na pewno nie było w mijającym roku nudno

Publikacja: 29.12.2007 08:48

Panuje opinia, że przynajmniej niektóre surowce w nadchodzących miesiącach staną się jeszcze droższe.

Zdaniem ekspertów, dotyczy to między innymi ropy naftowej, której ceny mogą piąć się, nawet jeśli amerykańska gospodarka zwolni. Dotąd notowania rosły wraz ze zwiększaniem się zapotrzebowania ze strony USA, które konsumują jedną czwartą światowego wydobycia. Ostatnie miesiące doprowadziły jednak do zerwania z tą zależnością. Ropa po raz pierwszy w historii kosztowała w listopadzie ponad 99 USD za baryłkę, mimo że z amerykańskiej gospodarki napływały coraz gorsze wieści.

Recesja nie przeszkodzi w rekordach

Dlatego fachowcy twierdzą, że nawet jeżeli Ameryka wpadnie w recesję, w przyszłym roku konsumpcja najważniejszego z surowców w innych rejonach świata, głównie w Azji i na Bliskim Wschodzie, powinna wzrosnąć na tyle, że relacja między popytem a podażą stanie się jeszcze bardziej napięta. Łącznie popyt na ropę ma się zwiększyć o 1,5 mln baryłek na dobę (obecnie wynosi 85 mln baryłek), z czego tylko jedna piąta tego wzrostu przypadnie na 30 najbardziej uprzemysłowionych państw. Resztę pochłoną gospodarki rozwijające się. Równolegle podaż nie nadąża. Kraje spoza OPEC, jak Rosja czy Meksyk, mają problem ze zwiększaniem wydobycia, zaś sam kartel jest pod tym względem nieprzewidywalny.

Eksperci z rynku ropy zwykle mylili się w ostatnich latach w prognozach. Nie chodziło jednak o kierunek zmian, a o ich skalę. Zwykle byli zaskakiwani tym, że ceny były w stanie podskoczyć aż tak wysoko.

Reklama
Reklama

Obecnie z prognoz największych banków inwestycyjnych wynika, że w 2008 roku średnie ceny ropy, którą handluje się na nowojorskiej

giełdzie NYMEX, wyniosą około 80 USD

na baryłkę, podczas gdy w 2007 roku wynosiły przeciętnie niespełna 72 USD. Szacunki regularnie idą w górę. Goldman Sachs niedawno podniósł szacunki średnich cen do 95 USD za baryłkę. Żeby to osiągnąć, sporą część roku notowania musiałyby utrzymać się powyżej 100 USD za baryłkę.

Rośnie popyt na zboża

Więcej niż ropa, której ceny podskoczyły w 2007 roku o 55 proc., zdrożały pszenica i soja. Są obecnie o dwie trzecie droższe niż na początku stycznia 2007 roku. Zadziałał efekt globalnego wzrost popytu na żywność, który splótł się z negatywnym wpływem złej pogody na zbiory. W dodatku zboża coraz częściej są i będą wykorzystywane do produkcji biokomponentów do paliw. Analitycy oczekują, że rajd będzie w nadchodzącym roku kontynuowany. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach, zanim nadejdzie pora zbiorów.

Dalszych zwyżek można oczekiwać na rynku kruszców, chociaż nie jest to już takie pewne. Cena złota zwykle jest odwrotnie skorelowana z notowaniami dolara, a że ten miał w tym roku wyjątkowo złą passę, metal przez większość czasu zyskiwał na wartości. Na początku listopada w Londynie cena uncji wzrosła do 845 USD, co było najwyższym poziomem od prawie 28 lat.

Reklama
Reklama

Dobre czasy dla złota mogą się utrzymać, jeśli dolar nie zacznie nagle odrabiać strat, a na rynku finansowym pozostanie niepewność związana ze skutkami kryzysu kredytowego. Zdaniem analityków, ceny złota z dużym prawdopodobieństwem mogą zaatakować poziom 900 USD za uncję (dotychczasowy rekord to około 850 USD z 1980 r.). Analitycy walutowi z HSBC i Morgana Stanleya sądzą jednak, że dolar wzmocni się na koniec 2008 roku do 1,35 USD za euro, a to implikowałoby cenę złota na poziomie 600-650 USD.

Wpływ osłabiającego się dolara był w tym roku dobrze widoczny na rynku surowców. Słabością amerykańskiej waluty tłumaczono niekiedy m.in. rekordy na rynku ropy. Jeśli dolar odzyska uznanie w oczach inwestorów i zacznie odrabiać dystans do innych walut, opłacalność inwestycji w surowce może stanąć pod znakiem zapytania.

Ceny w górę, ryzyko też

Nie można też zapominać, że im ropa i inne surowce stają się droższe, tym większe ryzyko, że dojdzie do przegrzania i w pewnym momencie ceny runą nagle w dół. Już w 2006 r. mówiło się, że hossa na rynku surowców nosi znamiona bański spekulacyjnej. Hossę postanowiły wykorzystać nastawione spekulacyjnie fundusze inwestycyjne, które jeszcze bardziej windowały ceny. Jeśli doszłoby do spadku zużycia surowców, głównie ze strony USA i Chin, bo to one decydują

o popycie, działalność funduszy po raz kolejny może zwielokrotnić efekty zmian cen,

tyle że tym razem w drugą stronę. Niektórzy specjaliści przewidują, że w takiej sytuacji na przykład ropa może potanieć blisko o połowę,

Reklama
Reklama

do 50 USD za baryłkę.

Najgorsze perspektywy mają metale bazowe, szczególnie miedź, powszechnie wykorzystywana w amerykańskim budownictwie. Analitycy zgadzają się, że dopóki sektor budowy domów w USA nie wyjdzie na prostą, raczej nie ma szans, żeby notowania miedzi dobiły do szczytów sprzed półtora roku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama