Panuje opinia, że przynajmniej niektóre surowce w nadchodzących miesiącach staną się jeszcze droższe.
Zdaniem ekspertów, dotyczy to między innymi ropy naftowej, której ceny mogą piąć się, nawet jeśli amerykańska gospodarka zwolni. Dotąd notowania rosły wraz ze zwiększaniem się zapotrzebowania ze strony USA, które konsumują jedną czwartą światowego wydobycia. Ostatnie miesiące doprowadziły jednak do zerwania z tą zależnością. Ropa po raz pierwszy w historii kosztowała w listopadzie ponad 99 USD za baryłkę, mimo że z amerykańskiej gospodarki napływały coraz gorsze wieści.
Recesja nie przeszkodzi w rekordach
Dlatego fachowcy twierdzą, że nawet jeżeli Ameryka wpadnie w recesję, w przyszłym roku konsumpcja najważniejszego z surowców w innych rejonach świata, głównie w Azji i na Bliskim Wschodzie, powinna wzrosnąć na tyle, że relacja między popytem a podażą stanie się jeszcze bardziej napięta. Łącznie popyt na ropę ma się zwiększyć o 1,5 mln baryłek na dobę (obecnie wynosi 85 mln baryłek), z czego tylko jedna piąta tego wzrostu przypadnie na 30 najbardziej uprzemysłowionych państw. Resztę pochłoną gospodarki rozwijające się. Równolegle podaż nie nadąża. Kraje spoza OPEC, jak Rosja czy Meksyk, mają problem ze zwiększaniem wydobycia, zaś sam kartel jest pod tym względem nieprzewidywalny.
Eksperci z rynku ropy zwykle mylili się w ostatnich latach w prognozach. Nie chodziło jednak o kierunek zmian, a o ich skalę. Zwykle byli zaskakiwani tym, że ceny były w stanie podskoczyć aż tak wysoko.