Reklama

Zagadka chińskiego bąbla

W 2008 roku media i analitycy znów będą się przyglądać chińskiej gospodarce i przy okazji giełdzie, choćby ze względu na igrzyska w Pekinie. Dziś nikt nie wie, co się stanie z balonem na rynku akcji. Nadal będzie pompowany? Stopniowo ujdzie zeń powietrze? A może pęknie z hukiem?

Publikacja: 29.12.2007 08:46

Chińska giełda od dłuższego czasu żyje gdzieś w wyobraźni inwestorów na świecie, ale na dobrą sprawę w 2007 roku zrobiło się o niej bardzo głośno tylko przy jednej jedynej okazji - gdy pod koniec lutego tamtejsze indeksy tąpnęły najmocniej od dziesięciu lat. Zatrzęsły się też wtedy giełdy akcji w innych częściach świata, ale raczej nie dlatego, że ktoś na serio przestraszył się bessy za Wielkim Murem. Inwestorom z USA i Europy chodziło raczej o dobrą wymówkę do realizacji zysków z poprzednich miesięcy. Podobne tąpnięcie w Chinach pod koniec maja odbiło się już mniejszym echem, bo inne giełdy prawie zupełnie je zignorowały.

Rekordy stały się już nudne

W lutym widmo bessy na giełdach w Szanghaju i Shenzhen oddaliło się w niespełna cztery tygodnie, a po tąpnięciu majowym w dwa tygodnie - dokładnie tyle potrzebował chiński indeks CSI 300 na odrobienie strat i ustanowienie nowych rekordów. Ale to już nie był temat dla mediów. W pewnym momencie zmagania chińskich byków i niedźwiedzi zaczęły bowiem przypominać grę w ping-ponga - niby grają, ale i tak wiadomo, że w następnym meczu znów wygra Chińczyk. Rekordy już wcześniej były na obu chińskich giełdach tak częste, że aż nudne.

Inwestorzy z Państwa Środka - właściwie tylko oni mogą handlować krajowymi akcjami, furtka dla zagranicy dopiero powoli zaczyna się uchylać - narzucili w ostatnich dwunastu miesiącach tempo, którego nie wytrzymali gracze z żadnego rynku na świecie. Zakładali po 300 tysięcy rachunków maklerskich dziennie. Wywindowali indeks CSI 300, obejmujący trzysta największych krajowych spółek, o ponad 160 proc. Z PetroChina uczynili najdroższą spółkę na świecie, wartą w pewnym momencie - dotąd rzecz niespotykana - ponad bilion dolarów. Industrial and Commercial Bank of China zdystansował pod względem kapitalizacji potentatów bankowości z USA i Europy, a China Life objęło tron w dziedzinie ubezpieczeń. W tej chwili na dziesięć największych pod względem wartości firm na świecie cztery pochodzą właśnie zza Wielkiego Muru.

Rząd chłodzi, gracze nie zważają

Reklama
Reklama

Przypomnijmy, że tąpnięcia były poprzedzone zapowiedziami zastosowania kolejnych środków, mających prowadzić do schłodzenia rozbuchanej gospodarki. Raz chodziło o kolejną podwyżkę stopy rezerw obowiązkowych, innym razem o potrojenie wysokości podatku od transakcji na giełdzie. Dekoniunktura nie trwała jednak długo, bo gracze z Szanghaju i Shenzhen uparcie wierzą, że nawet mimo coraz wyższej ostatnio inflacji i wyższych stóp procentowych (główna stopa oprocentowania kredytów po szóstej w tym roku podwyżce osiągnęła w grudniu poziom 7,74 proc., najwyższy od dziewięciu lat) krajowa gospodarka wciąż będzie pruła mocno do przodu, a spółki wykorzystają ten potencjał.

Chińscy inwestorzy trochę powstrzymali się z zakupami dopiero w połowie października, głównie za sprawą coraz gorszych wieści na temat kryzysu na amerykańskim rynku nieruchomości. Widać dopiero potencjalna recesja

u najważniejszego partnera handlowego podziałała trochę na wyobraźnię. Jednak w grudniu chińskie indeksy szybko odrabiają straty. Idąc tym tropem, można oczekiwać, że potencjalne lepsze wieści z USA znów wprawią miejscowych graczy w hurraoptymizm. Co wtedy?

Ostrzeżenia

Greenspana i Ka-Shinga

Tak na początku 2007 roku, jak i teraz wszyscy

Reklama
Reklama

specjaliści od rynków kapitałowych wciąż powtarzają jedno - chińskie akcje są o wiele za drogie i są podstawy, żeby staniały nawet o połowę. Takie ostrzeżenia padły m.in. z ust Alana Greenspana oraz najbogatszego Azjaty Li Ka-Shinga.

Indeks giełdy w Szanghaju ma współczynnik C/Z (cena do zysku na akcję) na poziomie 46, co plasuje go na pierwszym miejscu wśród 22 głównych rynków kapitałowych na świecie. - To, co dzieje się na rynkach akcji w Chinach czy Indiach, nosi wszelkie znamiona bąbla spekulacyjnego - mówią analitycy. Dodają, że chociaż nie znaczy to, że ceny nie mogą wzrosnąć jeszcze bardziej, to jednak z każdym kolejnym rekordem inwestowanie w cWedług Greenspana, załamanie na lokalnych giełdach nie niosłoby szczególnie złych efektów dla chińskiej gospodarki (więc tym bardziej globalnej), ponieważ rynek kapitałowy nie ma tam jeszcze zbyt wielkiego znaczenia. Można tu przypomnieć lata 2001-2005, kiedy to indeks parkietu w Szanghaju stracił około połowy wartości, chociaż produkt krajowy gospodarki powiększył się o 45 proc.

Spadki mogą się przenieść

Duże ryzyko wiąże się jednak z przeniesieniem się spadków na inne giełdy, choćby do Hongkongu, gdzie jest notowanych dużo chińskich spółek. A wtedy już nietrudno o reakcję łańcuchową, w wyniku której mogłyby ucierpieć przede wszystkim inne giełdy zaliczane do grupy rynków wschodzących, tak jak chiński.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama