Warszawska giełda opublikowała wczoraj pierwszy raport dotyczący koncentracji na rynku kontraktów terminowych. Wynika z niego, że żaden inwestor nie miał w ręku więcej niż 20 proc. pozycji w ramach jednej serii futures.
[srodtytul]Dmuchanie na zimne[/srodtytul]
GPW informować będzie o zaangażowaniu inwestorów na rynku futures na indeksy i na akcje – ale tylko w przypadku najbardziej płynnych serii kontraktów, przy których liczba otwartych pozycji przekracza 30 tys. Inicjatywa GPW to reakcja na dziwne zachowanie rynku w listopadzie i w grudniu 2008 r., przed wygasaniem kontraktów na WIG20.
W połowie grudnia Komisja Nadzoru Finansowego wydała bezprecedensowy komunikat, w którym informowała, że jeden inwestor miał w portfelu niemal 40 proc. z ponad 90 tys. wszystkich otwartych pozycji na kontrakt FW20Z08 – i że były to pozycje krótkie. Niespełna miesiąc wcześniej byliśmy świadkami „fixingu cudów”, podczas którego J.P. Morgan zlecił zakup dużego portfela akcji z WIG20 po każdej cenie.
Analitycy zaczęli kojarzyć te dwa fakty, obawiając się, że zakupione walory największych na GPW spółek mogły posłużyć do zbicia indeksu WIG20 i zarobienia na krótkich pozycjach na kontraktach. Ostatecznie nic takiego nie miało jednak miejsca, a wiele pozycji zostało zrolowanych na kolejną, marcową serię futures (wygasają 20 marca).