Dla rynku to szczególnie nerwowy moment – szczególnie, jeżeli wziąć pod uwagę „fixingi cudów” w listopadzie i w grudniu 2008 r.
Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegła wówczas inwestorów, że nagłe zmiany notowań spółek z WIG20 na zamknięciu sesji nie są przypadkiem, ale mogą być zamierzonym działaniem dużego inwestora, który chciał zarobić, obstawiając na rynku terminowym spadek indeksu.
Ostrzeżenia nadzoru podziałały stymulująco na instytucje rynku. W lutym GPW zdecydowała, że przy wyliczaniu kursu rozliczeniowego dla kontraktów odrzucać będzie pięć najwyższych i pięć najniższych wartości indeksu z ostatniej godziny notowań.
Giełda chce utrudnić działanie tym, którzy operują na rynku kasowym tak, aby zarobić na rynku terminowym. Z kolei od kilku dni inwestorzy mogą śledzić koncentrację na rynku terminowym dzięki raportom publikowanym codziennie po sesji.
Przed kilkoma dniami statystyki GPW wskazywały, że w rękach dwóch podmiotów znajduje się ponad 40 proc. otwartych pozycji (LOP) na marcowej, wygasającej dziś serii futures. Z kolejnych raportów wynikało, że duzi inwestorzy przerzucili się na kolejną serię kontraktów – zapadającą w czerwcu. W pewnym momencie jeden podmiot miał w swoich rękach ponad 40 proc. tych instrumentów. W miarę jak liczba otwartych pozycji na czerwcowe kontrakty rosła, stopień koncentracji malał.