Ropa naftowa jest najdroższa od listopada zeszłego roku, ale już przebieg piątkowych notowań pokazał, że tendencja wzrostowa wcale nie musi być tak trwała, jak mogłoby się wydawać w minionych kilku tygodniach. Od 11 marca cena baryłki ropy na londyńskiej giełdzie wzrosła prawie o 40 proc.
[srodtytul]Fundamenty nadal dość słabe[/srodtytul]
W piątek po opublikowaniu raportu o poprawie sytuacji na amerykańskim rynku pracy za baryłkę płacono 57,36 USD. Później cena spadła do 57,16 USD, bo górę nad optymizmem wziął wśród inwestorów sceptycyzm co do trwałości i solidności fundamentów rynku ropy. Na koniec sesji Brent w Londynie podskoczyła jednak do 58,14 USD.
Ostatnio, i w Stanach Zjednoczonych i w strefie euro, pojawiło się kilka danych makroekonomicznych mogących świadczyć o tym, że najgorszy etap recesji mają one już za sobą, ale nie ulega wątpliwości, że recesja wciąż się utrzymuje, a pierwszych oznak wzrostu gospodarczego ekonomiści spodziewają się nie wcześniej niż pod koniec lata.
Zapasy ropy w USA wzrosły wprawdzie w minionym tygodniu mniej, niż oczekiwano, ale są najwyższe od 1990 r. Przeciętny dzienny popyt na benzynę był w Stanach w kwietniu o 7,9 proc. mniejszy niż przed rokiem, a zużycie ropy było w tym okresie najmniejsze od maja 1999 r. Eksperci oceniają jednak, że baryłka ropy może jeszcze na giełdach zdrożeć do ponad 70 USD.