Ulga miałaby mieć formę odpisu od podstawy opodatkowania do 12 tys. zł rocznie. Sprawa wydaje się niemal przesądzona. Jednak wczoraj wieczorem Platforma Obywatelska nie miała jeszcze ostatecznego stanowiska, jak zagłosuje. W czasie pierwszego czytania projektu w Sejmie była za jego odrzuceniem. – Nie zapadła jeszcze oficjalna decyzja, jak zagłosujemy tym razem – przyznaje Janusz Cichoń z PO.
Jak pisał wcześniej „Parkiet”, punkt o powołaniu podkomisji wcześniej już raz usunięto z porządku obrad, ale tym razem ma być inaczej. Dopilnować chce tego opozycja. Wszystkie kluby poselskie, poza PO, nie mają wątpliwości, że do oszczędzania trzeba dodatkowych zachęt. Przeciwko dalszym pracom nad ustawą jest jednak resort finansów. Podkreśla, że w obecnej sytuacji budżetowej o nowych ulgach nie ma mowy.
– Będziemy za dalszymi pracami nad ustawą, bo mimo trudnej sytuacji budżetu uważamy, że jest ona potrzebna – powiedział nam Jan Łopata z PSL, wiceszef Komisji Finansów Publicznych. Przy poparciu PSL projekt ma spore szanse na uchwalenie. O ile podkomisja nie będzie przeciągać nad nim prac.
Warunkiem skorzystania z odliczenia ma być odkładanie pieniędzy w instytucjach będących pod kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego. Pod obywatelskim projektem podpisało się ponad 130 tys. osób. Jak podkreślają inicjatorzy, rozpoczęte wcześnie oszczędzanie nawet niewielkich kwot powinno podnieść dochody emeryta o 500–1000 zł miesięcznie.
– Żeby odłożyć 100 tys. zł, co przełoży się na świadczenie w wysokości 500 zł, wystarczy odkładać około 70 zł miesięcznie, ale systematycznie, przez 40 lat – tłumaczy Adam Sankowski, przedstawiciel inicjatywy obywatelskiej Razem i szef Polskiej Izby Pośredników Ubezpieczeniowych i Finansowych.