Sąd Apelacyjny w Katowicach nie zakończył wczoraj długoletniej batalii, którą Centrozap toczy ze Skarbem Państwa. Chodzi o odszkodowanie za decyzje urzędników kontroli skarbowej sprzed lat, które doprowadziły firmę na skraj bankructwa. Sąd zdecydował się uchylić wyrok sądu okręgowego z listopada 2008 roku, przyznającego spółce 42 mln zł zadośćczynienia plus odsetki (dziś byłoby to 72 mln zł, Centrozap domagał się 100 mln zł), i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.
[srodtytul]Odbijanie piłeczki[/srodtytul]
Sprawa skacze po kolejnych szczeblach sądowniczej drabiny. Po wspomnianym pozytywnym dla katowickiej spółki wyroku, w czerwcu 2009 roku Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa wywalczyła w sądzie II instancji oddalenie pozwu. Centrozap złożył kasację i w czerwcu tego roku Sąd Najwyższy zwrócił sprawę do sądu apelacyjnego.
– Najwyraźniej zabrakło odwagi do wydania ostatecznego werdyktu. Można się było spodziewać, że z uwagi na trudności budżetowe państwa sąd nie zdecyduje się na przyznanie nam pieniędzy – komentuje Ireneusz Król, prezes Centrozapu. Przypomina, że Sąd Najwyższy stwierdził, że urzędnicy powinni ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje (sąd apelacyjny miał odmienne zdanie).
Wczoraj uznał, że w postępowaniu przed sądem okręgowym należy jeszcze raz ustalić, jakie były konsekwencje decyzji urzędników dla spółki, i określić wartość poniesionej szkody (w 2008 roku biegły oszacował ją na 51,4 mln zł). Niezbędna więc będzie kolejna opinia biegłego, co zabierze kilka miesięcy. – Sprawa ciągnie się już tak długo, że rozsądniej byłoby zawrzeć ugodę – podsumowuje Król.