Wojciech Białek, analityk Centralnego Domu Maklerskiego Pekao twierdzi, że trwające od lutego 2009 r. ożywienie trwające na rynkach akcji weszło w fazę dojrzałą. W jego opinii zostało nam kilka tygodni hossy. Bessa, która może wkrótce się zacząć nie będzie miała gwałtownego charakteru i będzie wyróżniać się zmiennością – twierdzi analityk. Podkreśla, że w trakcie jej trwania mogą wystąpić okresy wzrostów. Białek ocenia, że dno tej bessy nastąpi w 2013 r. Z kolei Przemysław Kwiecień, główny ekonomista Domu Maklerskiego X – Trade Brokers twierdzi, że przyszłość koniunktury giełdowej zależy od fundamentów wzrostu gospodarczego w USA. Jako jego główny filar uznaje tempo ożywienia na amerykańskim rynku pracy. Zaznacza, że sytuacja na nim na razie poprawia się powoli – słabiej niż w porównaniu z poprzednim fazami ożywienia gospodarczego. Kwiecień przewiduje, że początek roku na giełdzie nie będzie rozpieszczał inwestorów. Przyznaje jednak, że do poprawy dojdzie w drugiej połowie 2011 i generalnie bilans całego roku będzie pozytywny.

Kiepskie powitanie przyszłego roku prognozuje również Paweł Puchalski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK. Twierdzi on, że dodrukowanie pieniądza przez Bena Bernanke, szefa Fed może doprowadzić na początku 2011 r. nawet do 20 proc. spadków indeksów giełdowych. Zdaniem Puchalskiego wzrostów w najbliższych miesiącach można spodziewać się na rynku surowcowym, szczególnie w przypadku miedzi i paliw. – Druga połowa roku powinna być znacznie lepsza – uważa analityk DM BZ WBK. Zaznacza, że stanie się tak jeśli nie dojdzie do krachu finansowego w Hiszpanii, co bierze pod uwagę ekspert. Jeżeli Hiszpanie pójdą w ślady Irlandczyków może to doprowadzić do gospodarczego zastoju w całej strefie euro.

Bardziej optymistycznie początek roku widzi Paweł Sobkiewicz, wiceprezes Domu Maklerskiego Capital Partners, który specjalizuje się we wprowadzeniu spółek na giełdę. – Z perspektywy firmy zmierzającej na GPW starałbym się wejść do obrotu przed wakacjami. Potem może dojść do odwrócenia koniunktury i będą problemy z pozyskiwaniem kapitały na rynku giełdowym – tłumaczy Sobkiewicz.