Na koniec grudnia liczba otwartych pozycji wszystkich serii opcji na WIG20 spadła do 17,6 tys., z 62,3 tys. miesiąc wcześniej. Maklerzy tłumaczyli to wygasaniem części instrumentów w połowie miesiąca. Niemniej jednak przez kilkanaście dni tego roku inwestorzy nie wrócili na rynek. W czwartek łączna liczba otwartych pozycji (LOP) sięgała jedynie 26,4 tys. sztuk.
Niechęć inwestorów
Od połowy 2010 r. zainteresowanie opcjami, notowanymi na GPW?od września 1993 r., wyraźnie wzrastało. Swoje apogeum ten segment rynku osiągał w maju 2011 r. Na koniec tego miesiąca inwestorzy mieli otwartych ponad 144 tys. pozycji, a ich wycena przekraczała 4,2 mld zł.
Na opcyjnym rynku, traktowanym do niedawna jako laboratorium dla zaawansowanych graczy korzystających ze strategii rekomendowanych w rozmaitych podręcznikach inwestowania, pojawiły się pierwsze instytucje. Systematycznie rosły także obroty, co jest również zasługą zaangażowania nowych animatorów wystawiających instrumenty o różnych poziomach wykonania.
Nagła przecena akcji w sierpniu skomplikowała sytuację wielu inwestorów – szczególnie tych, którzy otwierali się na nieograniczone ryzyko, wystawiając opcje. Wielu z nich zostało zmuszonych do zamknięcia pozycji ze stratą, co objawiło się zresztą rekordowymi obrotami na tym rynku (wolumen transakcji wyniósł 135,4 tys. sztuk). Liczba otwartych pozycji zaczęła spadać. Dopiero jednak wygasanie grudniowych serii pokazało, jak duża jest niechęć inwestorów do wchodzenia w kolejne pozycje. Na koniec 2011 r. wartość rynku spadła do zaledwie 376 mln zł. Maklerzy twierdzą, że graczy, z których duża część zamknęła pozycję ze?stratą, nie przyciągają na rynek nawet atrakcyjne wyceny?niektórych instrumentów.
– Instytucje, które wystawiały?dotąd opcje, także ograniczyły skalę zleceń, a animatorzy zwiększyli spready, co zmniejszyło płynność rynku – mówią.