W opublikowanych do tej pory strategiach inwestycyjnych domów maklerskich powtarza się często jeden motyw – niskie historycznie wyceny polskich spółek. Po spadku indeksu WIG20 o
21 proc. w ubiegłym roku średni wskaźnik cena/zysk dla polskiego rynku jest o około 20 proc. niższy niż w poprzednich latach. Wielu inwestorów stawia sobie w związku z tym pytanie – czy warto już dokonywać zakupów, zanim ceny znów poszybują do góry. Część giełdowych graczy jest zresztą coraz bardziej niecierpliwa, widząc wyraźne zwyżki notowań w tym tygodniu.
Wątpliwości analityków
Publikowane w ostatnich dniach raporty biur wskazują, że podobne wątpliwości mają także analitycy. Na duże ryzyko związane z zaangażowaniem w akcje wskazują zresztą same tytuły analiz największych na rynku brokerów – „Test wytrzymałości", „Epoka lodowcowa", „Rok niedźwiedzia przed nami?", „Zbyt wcześnie, aby zacząć zakupy". Z drugiej strony znaleźć można raporty zatytułowane „Łatwo o pesymizm, ale jesteśmy nastawieni optymistycznie" czy „Uspokojenie sprzyja zakupom".
Wiele biur zdecydowało, że będzie zalecać zakupy w związku z możliwym nadejściem hossy. Najbardziej wyraźny sygnał dla byków dał Millennium Dom Maklerski. Analitycy tego biura uznali, że WIG20 zyskać może co najmniej 20 proc., a rynki finansowe skorzystać mogą na ożywieniu w USA. Z raportu Millennium wynika, że ceny akcji uwzględniają już negatywny wpływ spowolnienia gospodarczego w strefie euro na wyniki giełdowych spółek.
Podobny optymizm widać u analityków UniCredit CAIB, którzy zauważają, że parkiety regionu Europy Środkowej „przespały" lepsze dane makro płynące z najważniejszych gospodarek świata.