Faksem z Gdańska

W końcowych latach naszego stulecia cały świat przerabia własność publiczną na własność prywatną. Prywatyzują wszyscy i wszystko. Tym różni się końcówka XX wieku od kilku powojennych dziesięcioleci.Powojenny świat podlegał cyklom polityczno-gospodarczym. Rządy centroprawicowe usiłowały prywatyzować część gospodarki. Potem przychodziły rządy centrolewicowe i nacjonalizowały. I tak w kółko. Najbardziej widoczne było to w Europie. Najczęściej ów cykl przekształceniowy dotyczył sektora bankowego, ubezpieczeniowego i transportowego, ale podlegały mu także stocznie i inne dziedziny, zwłaszcza jeśli miały istotne znaczenie dla rynku pracy i charakteryzowały się zmienną koniunkturą.Pod koniec XX wieku w miejsce cyklu pojawiła się jednokierunkowa tendencja. Prywatyzacja! Robią to nawet rządy socjaldemokratyczne i nie słychać o wtórnej nacjonalizacji. Sektor państwowy topnieje na wszystkich kontynentach. Nawet w Chinach, choć się głośno o tym nie mówi. Co więcej, świat zaczął rozwijać tzw. usługi użyteczności publicznej (public utilities), uważane dotąd - jak sama nazwa mówi - za bezwzględną domenę państwa i samorządów terytorialnych.Upadła teoria monopoli naturalnych. Mówi się, co najwyżej, o wysokich kosztach wejścia na niektóre rynki. W Europie przykład idzie z Anglii. Anglia pokazała, że porty, linie lotnicze, gazownictwo i telekomunikacja mogą pracować lepiej i taniej, jeśli są prywatne, a rynek wymusza konkurencję. Kontynentalna Europa, chcąc nie chcąc, musi się do tego dostosować.Mechanizm legislacyjny Unii Europejskiej, przenoszący na kraje członkowskie sporo zbędnych przepisów, tu akurat wymusza deregulację i prywatyzację. Dawne monopole krajowe, tracąc uprzywilejowaną przez państwo pozycję, muszą się dostosować do warunków globalnej konkurencji. Dostrzegają to zarówno rządy konserwatywne czy chadeckie, jak i przeważająca dziś w Europie socjaldemokracja.My gonimy świat, a świat nam ucieka. Unia Europejska jest ruchomym celem. Ale nie jesteśmy już tak oddaleni od problemów, jakimi żyje Francja czy Niemcy, jak w roku 1989. Jest to przyjemne odkrycie. Odrobiwszy dużą część "pracy domowej", stajemy wraz z Węgrami, Czechami, Słowenią i Estonią przed problemami, które w terminologii Banku Światowego określa się mianem "second generation transition issues" - wyzwanie drugiej generacji.Fundamenty położono na progu lat 90. Nie wszystkim krajom postkomunistycznym to się udało, ale my przechodzimy do zadań wyższego rzędu. Prywatyzujemy TP SA. To samo robi Europa Zachodnia ze swoimi monopolami telekomunikacyjnymi. We Francji państwowy monopol Electricite de France trzyma się mocno, a my zaczynamy na serio prywatyzować naszą elektroenergetykę. Na zachodzie i na wschodzie Europy powstają nowe agendy regulujące rynek w interesie konsumentów, gdyż państwo przechodzi od roli właściciela do roli dawcy reguł gry i powierza zadanie czuwania nad tymi regułami niezależnym ciałom.Unia Europejska to jest walec, który przejdzie i wyrówna. Wymuszając prywatyzację, zabiera pracę tysiącom biurokratów. Odbijają to sobie skutecznie w innych dziedzinach.

JANUSZ LEWANDOWSKI