Na razie rynek opanowała moda - koncentracja na potencjalnych i wydumanych ofiarach przejęć i spółkach, które (często na kredyt lub za pieniądze z emisji) skupują swoje akcje. Może to i lepiej, że znaczna część inwestorów nie zawraca sobie głowy wyceną spółek i oceną gospodarki - zajęcie to ostatnio nad wyraz niewdzięczne. Takie nastroje warto potraktować jako sygnał. Pogarszająca się koniunktura, słabe oczekiwane zyski, ogólne "skołowacenie" - to już chyba stan wystarczający, by po nieuchronnym udanym teście poprzedniego dna myśleć o formowaniu nowego trendu. Szanse, że przyszły rok będzie najgorszym z czekających gospodarkę w przyszłości, są duże - jeśli więc przyjąć, że rynek antycypuje przyszłość, dno powinien znaleźć już niedługo.Światowe giełdy także falują. Najbardziej nagłośnionym i odpowiedzialnym za ostatnie wzrosty zdarzeniem jest zrównanie poziomu stóp w strefie euro - impuls dla rynków, którego oczekiwano za kilka tygodni, a który zrealizowany sprawia, że trudno wskazać, akonto czego mają teraz rosnąć rynki.Są też jawnie niepokojące informacje. Niepokoi mnie stanowisko BŚ, który chwali wprowadzane opodatkowanie krótkoterminowych transakcji kapitałowych jako dobry środek stabilizacji zagrożonych gospodarek. Jeśli wsłuchać się jeszcze w głosy z Unii, wskazujące na potrzebę zrównania stopy podatkowej obciążającej transakcje kapitałowe, łatwo wyobrazić sobie działania polityków niszczące płynność, z których rynki kapitałowe będą się podnosić znacznie dłużej niż reszta gospodarki.Niepokoi także podążanie parlamentu Brazylii drogą wytyczoną przez Dumę - czyli "Pożyczkom - tak! Oszczędnościom - nie!". To stanowisko odnawia przygasłe ostatnio obawy o los Ameryki Południowej. Feta z okazji niższych stóp może więc nie potrwać zbyt długo.

.