Wokół parkietu

W 235 numerze PARKIETU (z 8 grudnia) prezes Związku Maklerów i Doradców Krzysztof Grabowski odniósł się do listu inwestora z Torunia, jaki ukazał się kilka dni wcześniej w jednej z gazet. Stwierdzenia padające z ust przedstawiciela środowiska maklerskiego były dla mnie na tyle zaskakujące, że czym prędzej odszukałem list "przegranego inwestora".Czytelnikom w skrócie przypomnę, o co chodziło w owym liście. Inwestor z Torunia opisał krótko swoją krótką "karierę" giełdową, w trakcie której nastąpiło klasyczne sprzedawanie ze stratą, kupowanie akcji na szczycie, długotrwałe czekanie na odrobienie strat, kończące się sprzedawaniem na dołku. Mimo iż tekst może wydawać się katastroficzny, znalazły się tam również wnioski na swój sposób optymistyczne - "zabiła mnie giełda, własna głupota i nieuzasadniona wiara we własne możliwości", pewne wnioski zaś mogą w przypadku owego inwestora zaowocować wkrótce sukcesem - "nie miałem metody inwestycyjnej, moją metodą była wiara, nadzieja. Zawsze chciałem tylko odrobić straty".Jakie wnioski wyciąga z tego listu prezes Związku Maklerów i Doradców? Przede wszystkim stwierdza, że ze względu na krótką historię naszego rynku inwestor nie ma gdzie i od kogo nauczyć się inwestowania. Niestety, większość tych, którzy odnieśli sukces, powtarza, że nauczyć można się na własnych błędach - przyznając się do nich i próbując je zrozumieć. Nikt tego nie zrobi za nas.Gdyby tak było, wystarczyłoby przeczytać kilka książek i "zarobić 1 000 000 USD w trzy dni". Tymczasem każdy przechodzi etap strat, sprzedawania w dołkach, oczekiwania, że kurs może wkrótce wzrośnie. Stare powiedzenie traderów z Wall Street mówi, że aby być dobrym na rynku, trzeba dwukrotnie wszystko stracić.Prezes ZMiD formułuje nawet radę dla owego inwestora, dzięki której ten mógłby nie sprzedawać akcji w dołku - "sprzedał akcje, by potem z goryczą patrzeć, jak ich kurs zaczął wreszcie rosnąć. A gdyby poczekał, to ileż by zarobił?". Kluczem do sukcesu jest według niego inwestowanie długoterminowe - sposób, dzięki któremu zarządzający aktywami oraz fundusze powiernicze osiągają takie wyniki, jakie osiągają. Znam jednak niewielu polskich inwestorów, którzy akceptują małe straty, zamykając natychmiast takie pozycje. Istnieje za to rzesza graczy, którzy dopuszczają do 30-, 40- a nawet 50-proc. straty i później chce je "tylko" odrobić.Tymczasem wystarcza zwykła matematyka. Aby odrobić 10-proc. stratę nasze aktywa muszą wzrosnąć o 11 procent, jeśli dopuścimy do straty 20-procentowej potrzebna jest zwyżka o 25%. Przy 50-proc. stracie, aby wrócić do stanu początkowego, musimy odrobić 100 procent. Naprawdę niewielu jest graczy - nawet wśród najlepszych - którzy przewidują stuprocentowy zysk z jednej inwestycji. Dlatego nie dopuszczają do 50-proc. strat, akceptując 5-10-procentowe obniżki.Inwestowanie długoterminowe może być efektywne, pod warunkiem że będziemy rozsądnie zarządzali pieniędzmi i nie będziemy pozwalali sobie na duże straty (bo to, że straty się zdarzają, jest oczywiste - dla nas kluczowa jest ich wielkość).Jeszcze jedna uwaga. Prezes ZMiD pisze: "Jeśli chcemy zapewnić trwałe istnienie domów maklerskich (...) propagujmy długoterminowe inwestowanie". Mam pytanie, czy biura maklerskie żyją z prowizji od zleceń, czy też pobierają opłaty za przetrzymywanie papierów wartościowych na rachunkach?

GRZEGORZ ZALEWSKI