W pobliżu gospodarki
Lubimy nagrody, także wtedy, gdy to nie my zostaliśmy uhonorowani. Miło się bowiem czyta, że ten i ów (dobry znajomy) został odznaczony, a wiemy, że od dawna na to zasługiwał. Są oczywiście wyjątki. Pamiętam, że co najmniej dwukrotnie zdarzyło się w naszym kraju, iż pominięty literat twierdził, że to właśnie on powinien był dostać Nobla, a nie jakiś tam Miłosz czy Szymborska. Ale, wykluczając takie patologie, generalnie lubimy nagrody.W środowisku biznesu nagród i tytułów do zdobycia jest sporo. BCC dwa razy w roku na swoich galach przyznaje statuetki liderów biznesu oraz diamenty do nich. Przyznaje samym swoim, czyli członkom klubu, ale ponieważ jest to najliczniejsza organizacja biznesowa, więc i grono do odznaczania jest spore. BCC, trzeba przyznać, nie żałuje statuetek i diamentów - daje ich po kilkanaście.Polski Klub Kapitału istnieje w zasadzie tylko po to, żeby raz w roku przyznać tytuły biznesmena i firmy roku. Typowania ma niezbyt szczęśliwe, galeria laureatów wygląda następująco: działa, zbankrutował, uciekł za granicę, siedzi, działa, jeszcze działa, zbankrutował itd. PKK także sobie nie żałuje, samo wręczanie rzadko trwa krócej niż 45 minut.Nagród typu "biznes daje biznesowi" jest więcej. W zasadzie można je podzielić na dwie kategorie - takie, które się dostaje, i te drugie. Czasami organizatorzy wprost mówią o kwocie do zapłacenia, częściej enigmatycznie informują o konieczności wpłat na pokrycie kosztów prac jury albo też wyprodukowania statuetki. Z taką nagrodą, to jak z płatną miłością - koszt duży, a przyjemność mała. Ale też na płatne panienki nie chodzą raczej ci, którzy mogą mieć ładniejsze za darmo. I bez dodatkowego ryzyka. O czym się już parę firm przekonało, wpuszczonych w maliny przez obrotnych spryciarzy, którzy potrafili nawet zdobyć wysokie patronaty dla swoich wcale nie tanio sprzedawanych laurów.Trzeba też wspomnieć o nagrodach w rodzaju Dobroczyńcy Roku - nowość na naszym gruncie, która sporo kosztuje, ale w zupełnie inny sposób. Dostają je ci, którzy umieją się dzielić z potrzebującymi tym, co zarobili.Nagrody i dyplomy przyznają też redakcje pism ekonomicznych - najchętniej bankom i firmom ubezpieczeniowym. Do tej kategorii należy zaliczyć naszą własną nagrodę byka i niedźwiedzia, przyznawaną co roku w lutym.Nagroda Kisiela jawi się na tym tle jako coś wyjątkowego, kategoria sama w sobie. Zapoczątkowana przez jednego człowieka, stała się niemal natychmiast cennym i liczącym się trofeum. Przyznawana jest w trzech kategoriach - dla polityka, biznesmena i publicysty. W roku 1990 i 1991 przyznawał je sam Stefan Kisielewski, po jego śmierci robi to jury, w skład którego wchodzą wszyscy dotychczas odznaczeni. Patronuje i organizuje całość redakcja "Wprost", gdzie Kisiel pisywał aż do śmierci felietony.Nagrody za 1998 rok wręczono w ostatnią środę. Laureatami są Hanna Gronkiewicz-Waltz (za stabilizację gospodarki pieniężnej), Henryka Bochniarz (bo nie ma poglądów politycznych, tylko ekonomiczne) oraz Stanisław Tym (za kpiarstwo w stylu Kisiela).Z odznaczonych Kisielem dałoby się stworzyć ze dwa dobre rządy i jeszcze coś by zostało do trzeciego. Z takiego, na przykład, składu Rady Ministrów za Jana Krzysztofa Bieleckiego są tam cztery osoby. A z biznesmenów, co do których można mieć wątpliwości, chyba tylko Bogusław Bagsik. Jak na dziewięć lat, to nie jest zły współczynnik.Z czołówki giełdowych spółek wiele ma bogatą kolekcję statuetek, diamentów, nagród i tytułów. A także dyplomów poświadczających wysokie miejsca w rankingach. Oczywiście, nie przekłada się to wprost na wysokość ich kursów, ale, być może, tak całkiem bez znaczenia nie jest - jakiś efekt promocyjny te nagrody dają, a dobra promocja ma już pewien wpływ na inwestorów.Nawet jednak, gdyby konkursy, rankingi i nagrody służyły jedynie zaspokojeniu próżności prezesów, biznesmenów, właścicieli - nie widzę powodów, aby im tego żałować. W końcu to ludzka sprawa.
JAN BAZYL LIPSZYC