Mimo że rynek stracił około 10% w ciągu ostatniego miesiąca, nie jest to jednak skala spadków, której można byłoby się uprzednio spodziewać na podstawie niekorzystnych informacji napływających zarówno z zewnątrz, jak i z samych spółek. Pomijając casus Elektrimu, żadna sesja nie miała znamion jakiejś panicznej wyprzedaży, a zachowanie cen i obrotów niektórych walorów wskazuje ewidentnie na fazę akumulacji (aczkolwiek są też walory, jak Jelfa czy Dębica, gdzie wyraźnie widać dużego sprzedającego). Wydaje się, iż mimo powszechnie panującego sceptycyzmu co do rynków rozwijających się, są inwestorzy dostrzegający stosunkowo silne fundamenty gospodarek Europy Środkowej czy też pierwsze osiągnięcia w zakresie restrukturyzacji w takich krajach jak Korea. Przy założeniu, że zwolnienie tempa wzrostu w Polsce miałoby mieć charakter jednoroczny, należałoby już teraz rozpocząć wybiórcze zakupy akcji, zwłaszcza w kontekście kolejnych obniżek stóp procentowych (teraz już realnych). Ze względu jednak na to, że opinie co do dalszego trendu wśród inwestorów są wyjątkowo podzielone, nie oczekiwałbym wykształtowania się jakiejś wyraźniejszej tendencji rynkowej do końca roku. Tym bardziej że, ze względu na przeliczenia na euro, wiele funduszy europejskich nie będzie w ogóle dokonywać żadnych transakcji, a namiastkę tej sytuacji mieliśmy podczas dzisiejszej sesji, gdzie obroty spadły poniżej 100 milionów. Nie powinno to zaszkodzić rynkowi w jakiś istotny sposób, a w modzie utrzymają się tzw. pomysły, czyli inwestycje w papiery, gdzie można oczekiwać jakichś ciekawych wydarzeń czy ponadprzeciętnych zysków w 1999 roku. A ponieważ niekoniecznie będą to spółki indeksowe, to rynek jako całość może pozostać w stanie relatywnie pozytywnego bezruchu, chyba że inwestorzy szybciej zaczęliby dyskontować projekty zmian w zakresie rezerw obowiązkowych banków.
.