Rozpaczliwe poszukiwanie środków
W najbliższym czasie zostanie przeprowadzonych 5 emisji akcji Polisy. Jej kapitał akcyjny tworzy obecnie blisko 14 mln akcji o wartości nominalnej 2,50 zł. Wkrótce wyemituje ona 3,2 mln akcji serii N z prawem poboru, do 5,0 mln akcji R oraz do 10,0 mln akcji serii S. Jednocześnie zwołano NWZA, na którym akcjonariusze uchwalą kolejne emisje - serii T i U. Po emisjach spółka planuje, że jej kapitał własny wzrośnie z obecnych 35 mln zł do 150 mln zł.Zarząd spółki tłumaczy, że celem emisji jest podniesienie środków własnych w związku z dynamicznym wzrostem przypisu składki ubezpieczeniowej oraz w celu zapewnienia pokrycia marginesu wypłacalności. Jednak w prospekcie emisyjnym akcji serii N, R i S pisząc o celu tych emisji stwierdzono: "w przypadku gdyby próba emisji akcji serii N, R lub S zakończyła się niepowodzeniem, Emitent ponowi próbę emisji akcji".Problemem Polisy jest to, że nie posiada ona środków własnych na pokrycie marginesu wypłacalności. To coś w rodzaju współczynnika wypłacalności dla banków lub wskaźnika podwyższonej płynności dla firm. Miłość do Kredyt BankuPolisa przeprowadziła już jedną emisję akcji w bieżącym roku. Spółka zaoferowała 3,2 mln akcji Kredyt Bankowi PBI po cenie 5,4 zł. Uchwałę o emisji akcjonariusze podjęli w lutym bieżącego roku. Zarejestrowano ją we wrześniu. Kredyt Bank PBI planował wówczas współpracę ze spółką. Budowano wspólną grupę bankowo-ubezpieczeniową. Kredyt Bank rozstał się z Wartą i potrzebował kolejnej spółki ubezpieczeniowej.Polisa posiadała znaczny pakiet akcji Kredyt Banku - objęła je w ramach przeprowadzanej przez ten bank emisji akcji serii O. Pod zastaw tych akcji otrzymała w tym banku kredyt krótkoterminowy. Miała go spłacić do końca maja z wpływów z emisji akcji serii P. Procedura dopuszczeniowa opóźniła się jednak i spółka złożyła do banku wniosek o przesunięcie spłaty kredytu do końca lipca.Warto dodać, że na koniec 1997 roku PUNU zwracał uwagę, iż jedna z lokat nie spełnia wymogów ustawy o działalności ubezpieczeniowej - lokata terminowa w Kredyt Banku PBI przekroczyła 15-proc. próg środków lokowanych w tego rodzaju inwestycje.Już po złożeniu zapisu na 3,2 mln akcji serii P bank postanowił wycofać się ze współpracy. Została podpisana umowa sprzedaży praw do tych akcji z NFI Fortuna. Formalnie, pomimo asymilacji tych akcji z już notowanymi wcześniej, Kredyt Bank jest w dalszym ciągu ich właścicielem i nie przeprowadzono odpowiedniej transakcji pakietowej. Sytuacja jest intrygująca - w zainteresowanych instytucjach dziennikarze Parkietu nie mogą się niczego na jej temat dowiedzieć.Zalecenia nie dla wybranychW lipcu 1996 r. PUNU stwierdził, że środki stanowiące pokrycie funduszu ubezpieczeniowego Polisy nie spełniają odpowiednich wymogów. W związku z tym wszelkie nowe lokaty funduszu powinny spełniać warunek jak największego stopnia bezpieczeństwa i rentowności przy zachowaniu płynności środków. Ograniczono więc prawo wykonywania lokat wyłącznie do: bonów skarbowych, obligacji Skarbu Państwa, innych papierów wartościowych emitowanych lub gwarantowanych przez Skarb Państwa, depozytów skarbowych, pożyczek udzielonych Skarbowi Państwa i pożyczek gwarantowanych przez Skarb Państwa, terminowych wkładów pieniężnych w bankach, z tym że w jednym banku nie można było lokować więcej niż 15% wartości terminowych wkładów pieniężnych i środków pieniężnych lub nie więcej niż 5 proc. funduszy własnych banków.We wrześniu 1996 r. PUNU rozszerzył prawo dokonywania lokat na akcje dopuszczone do publicznego obrotu, nieruchomości (z wyłączeniem nieruchomości rolnych), udziały i akcje w krajowych spółkach prawa handlowego. W każdym z tych przypadków była wymagana wcześniejsza zgoda urzędu.Jak się okazało, ograniczenia nałożone przez PUNU nie były przez zarząd spółki przestrzegane. Na koniec 1997 roku struktura lokat nie spełniała opisanych wymogów:- spółka prowadziła liczne inwestycje budowlane, pomimo braku zgody na inwestowanie w nieruchomości,- udzieliła pożyczek hipotecznych jednostce zależnej Agin SA oraz spółce cywilnej Awantaż, pomimo całkowitego zakazu udzielania takich pożyczek,- nabyła akcje spółki Zachodni Leasing SA, pomimo braku odpowiedniej zgody,- złożyła opisaną wcześniej lokatę terminową w Kredyt Banku PBI.Z raportu za 1997 rok wynika, że AGIN SA w ciągu trzech ostatnich lat wykazywała stratę bilansową, w związku z tym spółka uznała tę inwestycję za aktywa wątpliwe i utworzyła rezerwę.Co z wypłacalnością?Dla firm ubezpieczeniowych nie prowadzących ubezpieczeń na życie wyznacza się margines wypłacalności obliczony na podstawie składek oraz margines wypłacalności na podstawie przeciętnej rocznej kwoty odszkodowań z ostatnich 36 miesięcy. Margines wypłacalności jest większą z tych dwóch liczb. W przypadku Polisy margines wypłacalności wyznaczony na koniec ubiegłego roku na podstawie składek wynosi 26,7 mln zł, na podstawie odszkodowań zaś - 16,0 mln zł. Środki własne spółki wynosiły wówczas 38,6 mln zł, co oznacza, że przekraczały wymagany margines wypłacalności. Taką wersję podała spółka, a biegli nie zgłaszali uwag co do prawidłowości tych wyliczeń.W marcu bieżącego roku zaczęła się w spółce kontrola przeprowadzona przez Zespół Kontrolny Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń. Na podstawie przeprowadzonej w pięciu oddziałach spółki kontroli oszacowano, że należy utworzyć wyższe rezerwy na zgłoszone szkody (o 16,9 mln zł na koniec 1997 r.), rezerwy na koszty likwidacji szkód (o 3,8 mln zł) oraz rezerwy na szkody zaistniałe i nie zgłoszone (6,4 mln zł). Prawdziwą bombą okazały się jednak umowy reasekuracyjne typu stop loss. Zdaniem PUNU, margines wypłacalności, z uwzględnieniem rezerw i charakteru umów stop loss, wynosi 66,9 mln zł, środki własne zaś są ujemne i wynoszą minus 100 mln zł.Pożyczka czy reasekuracjaSkąd te różnice? Podstawowym problemem jest sposób traktowania umów reasekuracyjnych typu stop loss. Typowe umowy reasekuracyjne można porównać z ubezpieczaniem się jednej firmy ubezpieczeniowej w drugiej. Ma to na celu dywersyfikację ryzyka. Reasekurator również ponosi ryzyko prowadzenia działalności ubezpieczeniowej.Umowy stop loss nie zakładają przeniesienia tego ryzyka na reasekuratora. Pozwalają one na odłożenie strat w celu skompensowania ich przyszłymi zyskami. Posłużę się przykładem spółki Tarpan. Polisa przystąpiła do niej w 1993 roku w wyniku bankowego postępowania ugodowego. Ponieważ spowodowało to przekroczenie limitu w udziałach akcji spółek nie notowanych na giełdzie, towarzystwo zwróciło się do Ministra Finansów z prośbą o wyłączenie tej lokaty z grupy lokat objętych limitami. Minister się zgodził, ale do końca 1996 roku. Tymczasem w 1995 roku ogłoszono upadłość spółki. Co miała zrobić Polisa? Pokazać straty, kiedy właśnie zbliżał się termin publicznej subskrypcji i sytuacja wokół spółki była wyjątkowo gorąca? Zawarto umowę z firmą Lureco Re, w której zabezpieczono się przed spadkiem wartości tych aktywów. Umowę zawarto w 1996 roku, ale obowiązywała od 1995 roku. Ponieważ wiadomo było o stracie, reasekurator nie chciał brać na siebie ryzyka. Sytuacja krótkoterminowo została opanowana. Zgodnie z umową, przekazane kiedyś pieniądze Polisa będzie musiała oddać. Oczywiście, z odsetkami.Zespół kontrolny PUNU uznał, że wszystkie zawarte umowy typu stop loss są przez spółkę niewłaściwie traktowane, gdyż nie przenoszą na reasekuratora ryzyka prowadzenia działalności ubezpieczeniowej. Oczywiście, Zarząd Polisy złożył swoje zastrzeżenia co do takiej interpretacji, stwierdzając, że umowy tego typu są umowami reasekuracyjnymi, czego dowodzą stanowiska autorytetów rynku ubezpieczeniowego oraz zainteresowanych firm. Ponadto Polisa dysponuje opinią wyrażoną przez American Re, że umowa z nim zawarta jest umową reasekuracyjną, a towarzystwo uczestniczy w ryzyku ubezpieczeniowym. Jak jest naprawdę, dowiemy się niedługo.Warto również zwrócić uwagę na opinię zarządu, że sposób wyliczenia marginesu wypłacalności jest prawidłowy, co potwierdzają opinie biegłych. To prawda. Ale biegli zwracają uwagę na umowę stop loss. Zacytuję ich opinię:"(...) Spółka zawarła w latach 1996 i 1997 umowy reasekuracyjne typu STOP LOSS obowiązujące w okresach 1995-1999 oraz 1996-2000.Obydwie umowy w swojej treści zakładają dysproporcję w rozłożeniu przychodów i kosztów Spółki na poszczególne lata ich obowiązywania. Skutkiem powyższego jest uzyskanie w pierwszym roku przychodu, a w następnych latach ponoszenie tylko kosztów jego uzyskania, przy czym najwyższe obciążenia kosztów przesuwane są ku końcowi ich obowiązywania.Sposób ujęcia w sprawozdaniu finansowym skutków zawartych umów jest niezgodny z zasadą niewspółmierności przychodów i kosztów, (...) skutkiem czego wynik Spółki z tytułu umowy zawartej w 1997 roku został zawyżony o ok. 18 mln złotych".Dodam, że wynik spółki za 1997 rok wynosi 3,2 mln zł.Co dalej?Po kontroli PUNU odmówił wyrażenia zgody na nabycie akcji serii B w Agropolisie i nałożył na spółkę karę pieniężną w wysokości 1,65 mln zł (za lokowanie środków niezgodnie z limitami). Nakazano również rozwiązanie umowy reasekuracyjnej z American Re. To spowodowało znaczne pogorszenie wyników Polisy w II i III kwartale 1998 roku.Analiza rachunku wyników i bilansu spółki jest utrudniona. Jest to spowodowane zaburzającymi rzeczywisty obraz firmy umowami stop loss. Świadczą o tym rozbieżności interpretacyjne pomiędzy spółką a PUNU. Dlatego jedynym źródłem wiedzy o firmie może być rachunek przepływów pieniężnych.Z analizy cash flow wynika, że spółka finansowała działalność bieżącymi wpływami ze składek. Warto zauważyć, że w działalności ubezpieczeniowej odszkodowania i świadczenia są statystycznie wypłacane ze sporym opóźnieniem w stosunku do wpływów ze składek netto. W przypadku rosnących przychodów z tytułu składek daje to znaczną nadwyżkę środków z działalności operacyjnej.Problemy mogą pojawić się wówczas, gdy przypis składki przestanie rosnąć lub wręcz zacznie maleć. Dlatego margines wypłacalności wyznaczany jest zarówno na podstawie przypisu składki, jak i wielkości wypłaconych odszkodowań.Polisa musi systematycznie zwiększać przychody. Nie można ich jednak zwiększać w nieskończoność - wraz z rosnącą składką wzrasta margines wypłacalności. A kapitał własny - jak wynika z przepisów - musi być od tego marginesu większy. Tymczasem w czerwcu bieżącego roku po raz pierwszy od 1994 roku był on niższy. Po stratach w III kwartale, ten niedobór się pogłębił.Zgodnie z przepisami Ustawy o działalności ubezpieczeniowej w przypadku wystąpienia niedoboru środków własnych na pokrycie marginesu wypłacalności ubezpieczyciel musi zwrócić się do PUNU z informacją o sposobie pokrycia tego niedoboru. Jeżeli w odpowiednim czasie tego nie uczyni, wówczas grozi mu zarząd komisaryczny. A to dla większości firm ubezpieczeniowych oznacza koniec.Dodatkowo w latach 1999 i 2000 trzeba będzie rozliczyć kolejne umowy. Prawdopodobne będą duże straty, spadek kapitału własnego i zwiększenie niedoboru środków. To oznacza również potrzebę przekazania znacznych środków reasekuratorom. Sytuacja znacznie się pogorszy. Trudno ocenić, na ile wyliczenia PUNU oddają powagę sytuacji. Ale przedstawione wyniki są alarmujące.To wyjaśnia, dlaczego Polisa zamierza tak znacząco zwiększyć swój kapitał i jest tak zdeterminowana w przeprowadzaniu kolejnych emisji, że w przypadku ich niepowodzenia ponowi próbę emisji akcji. Wiemy również, dlaczego Kredyt Bank PBI postanowił pozbyć się akcji Polisy - jego prezes jako zastępca przewodniczącego rady nadzorczej Polisy dobrze znał sytuację spółki.Jedyną szansą Polisy jest pozyskanie strategicznego inwestora. Na dotychczasowych akcjonariuszy nie ma co liczyć. Negocjuje więc z podmiotami zagranicznymi. Gdy wejdą do spółki, będą musieli uregulować należności związane ze starymi umowami reasekuracyjnymi. Nasilenie ich płatności przypadnie na najbliższe dwa lata. Należy jednak pamiętać, że od stycznia zmieniają się przepisy regulujące działalność ubezpieczeniową. Zachodnie firmy ubezpieczeniowe będą otwierać swoje oddziały bez konieczności tworzenia odrębnych spółek. Posiadana licencja istniejących towarzystw nie będzie łakomym kąskiem - tak jak dotychczas.Główne aktywa Polisy to posiadana przez nią sieć oddziałów. Ale czy to wystarczy?
ARTUR SIERANT