Wygląda na to, iż wreszcie inwestorzy doczekali się "efektu stycznia", który w dodatku wystąpił w miesiącu zgodnym ze swoją nazwą. Wtorkowe notowania ciągłe nie wskazywały na taki obrót sprawy, jednak wyraźna aprecjacja giełdy nowojorskiej, pozytywne doniesienia z Dalekiego Wschodu, jak również znaczące wzrosty na zachodzie Europy pomogły wydatnie naszemu rynkowi. Szczególnie imponująco wyglądały kursy niektórych spółek podczas wczorajszych notowań ciągłych. Euforia, jaka zapanowała podczas tej części sesji, była naprawdę budująca, ale ten nagły optymizm może zniknąć równie szybko, jak się pojawił. Poza tym WIG doszedł dokładnie do lekko zwyżkującej linii poprowadzonej po szczytach z 9.09.98 i 5.11.98 r., co zgodnie z kanonami analizy technicznej należy potraktować jako dojście do istotnego oporu. Krótkoterminowo zatem ryzyko wystąpienia co najmniej korekty ostatnich wzrostów zwiększyło się bardzo poważnie i w tej sytuacji otwieranie nowych pozycji może nie przynieść spodziewanych rezultatów. Pamiętając o korelacji WGPW i giełd zachodnich do czynników ryzyka trzeba też zaliczyć wysoki poziom Dow Jonesa, który znajduje się niebezpiecznie blisko swego historycznego maksimum.Stan polskiej gospodarki pozwala z dużą dozą optymizmu patrzeć w przyszłość. Makroekonomiczne podstawy są dość silne: poziom inflacji za 1998 rok można szacować na 8,6-8,7%; mówi się o konieczności zmniejszenia poziomu rezerw obowiązkowych dla banków, a dzięki coraz niższym stopom procentowym obniżaniu ulega cena pieniądza. Z powyższych faktów wynika wniosek, iż inwestorzy o co najmniej kilkumiesięcznym horyzoncie inwestycyjnym powinni czuć się w miarę bezpieczni. Oczywiście, kluczem do sukcesu pozostaje, jak zawsze, odpowiedni dobór spółek do portfela.
.