TKM
Od lat przywykliśmy do życia w prowizorce. Budowało się tymczasowe baraki, które miały stać zaledwie parę sezonów, a stoją do dziś i nikt nie myśli ich rozbierać. Stawiało się tymczasowe mosty - jeździmy nimi nadal i zastanawiamy się tylko, czy wytrzymają rosnące natężenie ruchu. Podyktowane doraźną potrzebą chwilowe zmiany w prawie, na przykład budżetowym, trwają do dzisiaj i rząd nie może się z nich wyplątać, przesuwając rekompensaty dla sfery budżetowej na kolejne lata.Prowizoryczne budowle, materialne i instytucjonalne, trwają sobie w najlepsze, a my już nawet nie dostrzegamy ich tandetnego wykonania i czasowego przeznaczenia. Tymczasowość i partanina cechuje wciąż zbyt wiele dziedzin życia.Doraźne załatwienie w zeszłym roku sporu z anastezjologami, którym zaproponowano całkiem spore pieniądze, dziś - gdy warunki się zmieniły i obowiązują inne niż przed paru miesiącami zasady - sprawia niewyobrażalne kłopoty. Jak zazwyczaj, komuś się wtedy nie chciało, ktoś inny pewnie nie miał wyobraźni, a może - zwyczajnie - nie dość oleju w głowie.Uchwalono przed kilkoma dniami podstawową ustawę, która powinna pozwolić państwu funkcjonować przez cały rok. O szczegółach pisze obok z wielkim znawstwem redaktor Misiak. Jednak aspekt polityczny tego dokumentu jest bodaj jeszcze ważniejszy niż makroproporcje, wskaźniki i indeksy, które w nim można wyczytać. Otóż budżet powstał od razu jako dokument tymczasowy. Każdy nieomal polityk, który wypowiada się o nim, zawiadamia publiczność, że za parę miesięcy trzeba będzie go zrewidować. Mówią tak zresztą nie tylko politycy z koalicji i opozycji. Podobnie twierdzą także ekonomiści, a najdobitniej przekonuje nas o tym profesor Gomułka, który zapowiada tak znaczną zmianę warunków gospodarowania, spadek inflacji o 2 punkty procentowe w dwu najbliższych miesiąch, a w ślad za tym konieczne obniżenie stóp procentowych też o dwa punk-ty, iż rzeczywiście bez istotnych zmian budżet okaże się nie do wykonania.Stabilna na pozór, zapowiadająca się na czas całej czteroletniej kadencji koalicja, trzeszczy dziś w posadach i grozi rozpadem jak barak z dykty. Jej trwałość jest pozorna: ministrowie głosują przeciwko rządowi, a sam premier nie bardzo wie, jak w kolejnych turach głosowań nad Prokuratorią Generalną zachować konsekwencję. Posłowie każdego z partnerów koalicji co chwila żądają głów, a to ministra, a to wiceministra, a to - nawet - wicepremiera, z powodów tyle zasadniczych, co ideowych.W ten oto sposób nieporozumienia, bałagan i owa tandetna tymczasowość zaczynają powoli stawać się najbardziej trwałym elementem pejzażu polskiej polityki, na podobieństwo owych nietrwałych, postawionych przez partaczy budowli, których nikt nie chce rozebrać.
PIOTR RACHTAN