Tyle jest na świecie złych książek. Więcej niż dobrych. Czy każdą z nich trzeba czytać? Czy o każdej warto pisać? Kiedyś, gdy byłem młodszy i miałem naprawdę podły charakter, szukałem dobrych książek do czytania, a złych do opisywania. Teraz, z wiekiem, kiedy charakter mi wyszlachetniał, albo - jak kto woli - kiedy stetryczałem, już tak nie robię. Nadal, zdarza się, czytam kiepskie książki. Ale o nich nie piszę. Szkoda czasu. A ludzie i tak nie uwierzą, że to z porywu serca i ku umysłowej przestrodze.Książkę Georga Sorosa "The Crisis of Global Capitalism: Open Society Endangered" (Little, Brown, London, 1998) uważam za książkę niedobrą. I nie napiszę o niej ani pół słowa. Ciekawe są za to reakcje na dziełko Sorosa. I temu warto już poświęcić nieco uwagi.Soros od jakiegoś czasu, mniej więcej od głośnego artykułu sprzed ponad dwóch lat w "Atlantic Monthly", przedrukowanego później przez wiele gazet na całym świecie (w tym, o ile mi wiadomo, również przez dwie polskie), konfuduje komentatorów własnej twórczości literacko-filozoficznej. Jego krytyka kapitalizmu jest sztampowa. Przewidywania niewiarygodne. Jego baza intelektualna cherlawa. Recepty bezproduktywne. Z drugiej jednak strony, napięcia w erze gospodarki globalnej są wyzwaniem. Wiele poruszanych przez Sorosa wątków bywa dyskutowanych na różnych forach i na wielu poziomach. Dylemat Sorosa, który zamknąć można w pytaniu: jak sprawić, by społeczeństwo było lepsze, a kapitalizm bardziej ludziom przyjazny? - nie jest wytworem chorego umysłu.Tyle że to, co na ten temat ma do powiedzenia Soros, nie rzuca na kolana. Tak już czasem bywa, że jedni ludzie myślą, a inni więcej czują. Soros myśli sercem. Wrażliwość podpowiada mu, że coś w otaczającym nas świecie nie jest w porządku; że coś trzeba naprawić. To dlatego Soros jest jednym z największych dziś na świecie filantropów. A że zarabia na swoje hobby udatnie żerując na dobrych i złych stronach współczesnego kapitalizmu? Cóż, to tylko przydaje sprawie smaczku.Humanistyczne aspiracje Sorosa, którym dawał wyraz w publicznych wystąpieniach, były dotąd niczym puszczenie bąka w salonie. Najpierw wszyscy udawali, że nic się nie stało. Później zaczęło się cmokanie, wzruszanie ramion, pukanie się w czoło. Aż na koniec dobrano się Sorosowi do skóry.Serię ironicznych ripost na ostatni produkt Sorosa rozpoczął, w dość jeszcze umiarkowanym tonie, brytyjski "The Economist". A niedawno, już całkiem bez opamiętania, walcem swego sztubackiego humoru rozjechał Sorosa na łamach "Financial Times" Rudi Dornbusch. (Pech chciał, że FT wydrukował z błędem jego nazwisko.) "Jeśli myślisz sprawić komuś świąteczny prezent, ten byłby w sam raz dla twojej teściowej" - zachichotał Dornbusch. Ten utalentowany ekonomista, obdarzony ciętym językiem, zrobił z Sorosa, prawdę powiedziawszy, mokrą plamę.Starczy tego patyczkowania się - zasugerował Dornbusch. Soros jest niekompetentny, nieudolny, nie grzeszy przesadną logiką, nie poraża jasnością myślenia, złotego pióra też raczej nie ma. "Niczym Eistein, dumny z tego, że nie skończył szkoły, pan Soros ma za nic ekonomikę finansów. Mówi nam, że jego własny finansowy sukces dowodzi, jak bardzo jest ona bezużyteczna". A swą rozprawkę z Sorosem kończy Dornbusch tak: "Dziki kapitalizm ma wielu ostrych krytyków. Postęp socjalny ma wielu guru. Ale pan Soros nie jest zainteresowany ani jednym, ani drugim. Bogu dzięki jest on bezinteresownym, szczodrym i prawdziwie twórczym filantropem; w innym wypadku byłby tylko jeszcze jednym bogatym, samolubnym przynudzają". Urocze.Gdyby ludzie mieli robić tylko to, co potrafią, na czym się znają, co im najlepiej wychodzi, Dornbusch musiałby poprzestać na prowadzeniu panelowych dyskusji w Davos albo gdziekolwiek bądź. Jest w tym naprawdę dobry. Ale jest, jak jest. Świat nie rozpieszcza nas doskonałością. A ludzie bywają niekiedy nad miarę ambitni.Nigdy nie przeczytałbym książki Sorosa, gdyby nie jego nazwisko, jego reputacja. Ale, kiedy już to zrobiłem, nie czułem potrzeby ostrzegania świata: uwaga płytki facet symuluje głębię. W końcu tyle podobnych przypadków dookoła. Dlaczego jednak Dornbusch rozjechał Sorosa? Myślę, że ma po prostu nienaprawialnie niedobry charakter.

JANUSZ JANKOWIAK