BHW-SP-PZU
Czy to jest normalne? Co za pytanie. Sugeruje ono medyczny kontekst przypadku, jakim są relacje między Bankiem Handlowym w Warszawie S.A., Ministerstwem Skarbu Państwa oraz Powszechnym Zakładem Ubezpieczeń S.A.Zostawmy lepiej w spokoju anestezjologiczne metafory i przejdźmy do rzeczy innymi drzwiami.Zapytajmy może tak: czy z tym Handlowym, Skarbem i PZU wszystko O.K.? No, nie. Takie pytanie też ma jednoznaczne konotacje. Przecież stawiamy je, kiedy widzimy, że z kimś nie jest najlepiej. Psia kość, ciężka sprawa. Po obdarowaniu PZU przez Skarb Państwa partycypacyjnymi obligacjami zamiennymi (SPOZ) Handlowego, nawet porządne pytanie bez kontekstu trudno sformułować.Pewnie dlatego media ograniczyły się w zasadzie do drążenia kwestii: czy wszystko odbyło się zgodnie z prawem? Czasem może jeszcze dało się słyszeć zatroskane cmokanie: trudno, niejasna sprawa. Ale czy aby na pewno?Coś koło ćwiartki kapitału świeżo sprywatyzowanego banku znalazło się raptem w posiadaniu państwowej spółki. To są niezłe pieniądze, powiedzmy około 800 mln złotych. Zostały one już, co prawda, wcześniej zaklepane na reformę emerytalną, ale dzięki PZU, znajdującemu się dotąd nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności w trwającym latami totalnym rozbracie z nałożonymi prawem wymogami kapitałowymi, mogą teraz być wystawione na sprzedaż. Z mniejszym wstydem, bo spółce brakuje jeszcze nie więcej niż 300-400 mln papierowych złotych.Z całym szacunkiem dla właściciela, który w naszym imieniu łamie sobie głowę, jak tu najlepiej rozporządzić majątkiem publicznym, postawmy jednak trzy pytanka. Co z wypełnieniem ubytku po stronie wpływów reformowanego ZUS? Co z udziałami krzyżowymi? Czy, krótko mówiąc, decyzja Skarbu Państwa ma znaczenie z punktu widzenia losów reformy emerytalnej, Banku Handlowego i PZU?Stosunkowo najłatwiej uporać się z pierwszą zagadką. Właściciel w zamian za wniesione aportem SPOZ-y Handlowego obejmie akcje PZU. Nic więc teoretycznie nie stoi na przeszkodzie, żeby te akcje spełniały rolę, jaką wcześniej miały odgrywać w finansowaniu reformy emerytalnej SPOZ-y. Prawda? Jeżeli tylko założymy, że akcje PZU będą warte nie mniej niż SPOZ-y Handlowego. A założyć można wszystko. Reformowani emeryci powinni spać spokojnie. Skarb o nich pamięta. Skarb czuwa.A co Skarb myśli o przyszłości spółek, w których aktualnie miesza? Mamy teraz taką sytuację, że w Banku Handlowym spotkały się Dawid-PZU i Goliat-Zurich Group. Spotkali się nierówni konkurenci. Dawid ma dużo, ale mało może, bo ani głosować, ani wszystkich SPOZ-ów zamienić od razu na akcje i sprzedać. Goliat ma mało, ale dużo może, ot, choćby zabrać manatki z interesu, w którym stał się nieoczekiwanie mniejszościowym partnerem swego cherlawego konkurenta.Wprowadzając PZU jako dużego udziałowca do instytucji, gdzie inwestorem jest już zagraniczne towarzystwo ubezpieczeniowe, Skarb Państwa ubił kilka kaczek jednym strzałem. Sytuacja w życiu rzadka, ale znana z jarmarcznych strzelnic.Najważniejsze - nikt nie może powiedzieć, że Skarb Państwa nie ma środków na wsparcie reformy emerytalnej. Po wtóre - otwiera sobie wreszcie drogę do prywatyzacji PZU wedle własnego klucza. Po trzecie - niejako przy okazji, na deser, staje się jeszcze głównym rozgrywającym przyszłość Banku Handlowego, za którym najwyraźniej nie przepada. Przy takim majstersztyku powszechna konfuzja dziwić przestaje.Można się naturalnie zastanawiać, która z zestrzelonych kaczek jest najpiękniejsza, najtłustsza, trafienie której sprawiło Skarbowi największą frajdę? Ale to byłyby już zupełnie dowolne spekulacje. Może nawet, kto wie, insynuacje. Kaczka to kaczka. I koniec. Rozumiem tych, którzy wzdragają się wnikać w motywy ludzi pociągających za spust.Najważniejsze, że Skarb, nasz Skarb, dokonał rzeczy, zdawałoby się, niewykonalnej. Jednym genialnym posunięciem zapewnił sobie władzę, pieniądze i przyjemność. A na dodatek towarzyszyło temu absolutne minimum rozgłosu. Słowem: skutecznie i dyskretnie. Jesteśmy wszyscy obezwładnieni rozmachem właścicielskiego manewru. Dosłownie zatkało nas z wrażenia. Chapeaux bas. Niech Skarb tak trzyma do samego końca. To już naprawdę całkiem niedaleczko.
JANUSZ JANKOWIAK