Chłodnym okiem
Ostatnie trzy miesiące 1998 roku okazały się najbardziej zdumiewającym kwartałem dla gospodarki od początku transformacji. Z jednej strony został odniesiony niebywały sukces w obniżaniu inflacji, z drugiej nastąpił nie notowany od 1992 r. głęboki spadek wartości produkcji sprzedanej w przemyśle. Dość powiedzieć, że wzrost produkcji przemysłowej wyniósł zaledwie 4,8 procent, podczas gdy w roku 1997 wyniósł on 11,2 proc., a pierwsza połowa 1998 r. była niewiele gorsza niż rok wcześniej i jeszcze w czerwcu nic nie wskazywało na zbliżającą się zapaść.Przyczyny zapaści w polskim przemyśle są wielorakie, można się ich doszukiwać w bardzo niskich cenach surowców i ropy naftowej na rynkach światowych. To właśnie niska cena ropy była czynnikiem, który okazał się katalizatorem przyspieszającym kryzys rosyjski. Jego głębokość wzmogły transfery twardej waluty do Rosji przypominające uruchomienie piramidy finansowej na dużą skalę. Mimo samouspokajających reakcji w związku z obawami dotyczącymi bezpośredniego wpływu kryzysu rosyjskiego na polską gospodarkę, pośrednie jego skutki okazały się poważniejsze, niż powszechnie tego oczekiwano.Na Zachodzie zmniejszył się popyt na towary z Polski. Równocześnie podaż zagraniczna zwiększyła się z powodu trudności ze zbytem na Wschodzie. Polski rynek zapełnił się towarami - importowanymi i tymi, których nie udało się wyeksportować. Przy podaży większej od popytu ceny zaczęły spadać. Z tego powodu zaczęła natychmiast zmniejszać się produkcja. Ofiarą kryzysu rosyjskiego padła nieoczekiwanie polska szara strefa gospodarcza. Skurczyła się kolejka klientów ze Wschodu, wobec czego zmniejszył się popyt na wyroby działającego oficjalnie przemysłu przetwórczego, szczególnie lekkiego. Zapaść w przemyśle lekkim okazała się szczególnie duża. Jak pokazały badania IBnGR, tylko nieznaczna część towarów sprzedawanych w handlu przygranicznym pochodziła z importu.Zapaść w sferze produkcji spowodowała wzrost bezrobocia. Bezrobocie rejestrowane nieoczekiwanie zostało powiększone przez osoby - często czynne w szarej strefie - które rejestrują się nie po to, by otrzymywać zasiłki, lecz by budżet państwa opłacał im składki na ubezpieczenie zdrowotne.Służba zdrowia czuje się zagrożona reformą. Trzeci rok z rzędu spadają dochody realne rolników. Powoduje to niepokoje społeczne, które mają skłonność do rozlewania się na inne grupy społeczne. Pretekstem do niezadowolenia są pierwsze, z natury trudne i niezdarne, ruchy nowych struktur administracyjnych.Oto krótki i uproszczony opis sytuacji gospodarczej i społecznej z przełomu roku. Tak długo, jak wzrost gospodarczy był wyraźnie odczuwalny, wszystko kręciło się gładko. Pierwsze, nawet stosunkowo niegroźne (np. w porównaniu z Czechami) niepowodzenia gospodarcze spowodowały gwałtowne reakcje społeczne, które mogą tylko pogorszyć sytuację.Świadczy to nie tyle o mizernych rezultatach transformacji w zaspokajaniu aspiracji dochodowych dużych grup społecznych, ile o niedostatecznie głębokiej restrukturyzacji makroekonomicznej przeprowadzonej w otoczeniu tych grup. Służba zdrowia, przyzwyczajona do działania w zbiurokratyzowanych strukturach, jak ognia boi się prawdziwych reform. Rolnictwo nie jest w stanie pozbyć się nadmiaru siły roboczej, zresztą bez poważniejszych prób pomocy ze strony rządu. Wobec kolejarzy i górników nie można stosować konwencjonalnych metod redukcji zatrudnienia, gdyż napotyka to opór, którego nie jest w stanie przełamać żaden polski rząd.Nie można przerwać transformacji ani odejść od niej z powodu pojawiających się niepowodzeń gospodarczych. Rząd musi znaleźć dość determinacji, by chociaż część sukcesów mijającej dekady nie została zaprzepaszczona.
BOHDAN WYŻNIKIEWICZ
Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową